Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • ANALIZA
  • KOMENTARZ

Czy grozi nam "zderzenie ze ścianą"? Polska energetyka przed szczytem COP 26 [KOMENTARZ]

Internet jest pełen zabawnych zdjęć pokazujących nieprawdopodobne wypadki. Są samochody w przejściach podziemnych, wpadające do bagien lub kanałów, niezwykłe zdjęcia chyboczących się pojazdów wiszących na moście i motocyklistów w powietrzu. Czasami też pojawia się na nich słynny kierowca z założonym „tył na przód” kaskiem. Zawsze uśmiechając się zadajemy sobie pytanie „jak to jest możliwe?”, przecież nie da się zrobić tego w taki sposób. Czy takim kierowcą może być Polska na tegorocznym szczycie klimatycznym COP 26?

Fot. uclga.org
Fot. uclga.org

Zbliża się nieuchronnie kolejny wielki szczyt klimatyczny. 31 października to początek COP 26 w Glasgow. Są to coroczne światowe spotkania w sprawie klimatu i ochrony świata (COP 3 to słynne Porozumienie z Kioto), a tegoroczny właściwie powinien mieć numer 27, ale został przesunięty o rok z uwagi na koronawirusa. Ostatnio COP-y mają ustaloną formułę wielkich celebryckich spotkań, są otwierane z udziałem kluczowych prezydentów i premierów największych państw, a następnie kolejne dwa tygodnie to cykle spotkań oraz prezentacji, właściwie całkowicie jednostronnych: klimat, klimat i jeszcze raz konieczność zwiększenia wysiłków dla obniżenia emisji gazów cieplarnianych, aby  zakończyć COP protokołem końcowym, który może być całkiem niejasnym i obłym kilkusetstronicowym dokumentem, ale czasami mającym też i pewne kluczowe dla gospodarki światowej paragrafy.

Można krytykować COP z pozycji ideologii i odmiennej strategii ratowania świata. Można uważać, że COP-y są jedynie lobbystycznymi i idealistycznymi prezentacjami, z którymi nie idzie w parze realne działanie państw, mających swoją własną politykę. Można mówić, że jest to jedynie zasłona dymna i chęć forsowania własnych interesów. Można wreszcie (tu na pewno słusznie) widzieć w tym hipokryzję spotkania pewnie ponad 20 tysięcy uczestników mieszkających w 5-cio gwiazdkowych hotelach, dyskutujących o niepokojących perspektywach podnoszenia poziomu oceanów nad suto zastawionym stołem bankietowym z wyszukanym koktajlem z krewetek. Można wreszcie pokazywać stosunkowo znikome lub żadne efekty poprzedniego szczytu (Madryt – a właściwie przeniesionego z Chile). Ale nie jest to właściwe.

Nie można nie zauważyć, że polityka klimatyczna jest powszechnie akceptowana przez wszystkie kraje świata. Nie można przymykać oczu na to, że większość krajów pokazuje coraz bardziej ambitne cele obniżania emisji CO2 i odejścia od paliw kopalnych oraz zaprzeczać europejskiej strategii Green Deal, która jest podstawą nowych funduszy europejskich. I wreszcie – nie sposób nie widzieć nowej rewolucji technologicznej, elektrycznych samochodów, taniejących paneli fotowoltaicznych, nowych magazynów energii i jeszcze ambitniejszych planów gospodarki wodorowej. Skupiając się tylko na problemach i zaprzeczeniach szybko można przegapić ważne zmiany współczesnego świata.

W obecny COP 26 wkraczamy z wyjątkowo złej pozycji. Statystyki produkcji polskiej energetyki są dość porażające – udział paliw kopalnych (węgiel, gaz) wcale nie spada i osiąga dalej niebotyczne poziomy 85%. OZE wcale nie rośnie – nie tylko nie osiągnęliśmy własnych planów 19% udziału w 2020 roku, ale właściwie zanotowaliśmy regres. W porównaniu z naszym ledwo niskim kilkunastoprocentowym udziałem energetyki zeroemisyjnej, wszyscy nasi bezpośredni sąsiedzi z UE odpowiadają się już miksem, w którym ponad połowę stanowią OZE i atom. Absolutna większość krajów UE już podjęła szybką decyzję całkowitego odejścia od węgla. Mówi już nie o odejściu od węgla (to przesądzone), ale także i szybkim zastępowaniu gazu wodorem. Oczywiście ostatnie miesiące to też perturbacje rynku energii, wysokie ceny, problemy w dostawach i rekompensaty dla najuboższych, jednak można się spodziewać, że temat ten z pewnością nie będzie motywem przewodnim COP 26.

Reklama
Reklama

Tymczasem – właściwie zupełnie nie wiadomo jaka jest polska strategia na COP 26. Nie ma żadnych dokumentów, stanowisk, wstępnych prezentacji, itp. – tak jakby znowu Polska była zaskoczona datą światowego szczytu klimatycznego. Na dodatek na tydzień przed jego rozpoczęciem mamy fundamentalną zmianę na stanowisku Ministra Klimatu i Środowiska. Odchodzi Michał Kurtyka, który mimo wszystko brawurowo poradził sobie z prowadzeniem COP 24 w Katowicach w 2018. Co powie Polska w sytuacji, gdy jest liderem „produkcji” śladu węglowego w energetyce europejskiej? Dziś wydaje się, że najlepszą strategią byłoby to, co wcześniej wydawało się złym kursem – polski greenwashing, czyli spokojne potwierdzenie udziału w transformacji światowej, zwrócenie uwagi na konieczność transformacji, pokazanie trudnego punktu startu, ale i wielkich wysiłków oraz kluczowych programów, w których Polska plasuję się jako europejski lider.

Patrząc z perspektywy jak wyglądają COP i jakie są oczekiwania wszystkich uczestników, takie rozwiązanie wydaje się znacznie lepsze niż „całkowite zderzenie ze ścianą” i rodzaj „wejścia rzeźnika na kongres wegetarian” jeśli na przykład chcielibyśmy przytoczyć ostatnie protesty górników w Luksemburgu i prezentacje o konieczności utrzymania stabilizującej roli taniej energii z węgla w nowych czasach, w których OZE nie zapewnia bezpieczeństwa energetycznego. Na chwilę obecną nadal nie wiadomo, jakim kursem pójdzie Polska.

Czekamy zatem na COP 26 wyjątkowo z niepokojem. Wiemy, że będą tam światowi przywódcy i można spodziewać się potwierdzenia tego, co zostało już uzgodnione. Jak będzie wyglądała Polska po COP 26? Wciąż mam nadzieje, że nie skończy się jak kierowca motocykla z założonym „tył na przód” kaskiem.

prof. Konrad Świrski

Zobacz również

Reklama