• Partner główny
    Logo Orlen

Analizy i komentarze

Papugi na wolności czują się w Polsce coraz lepiej - przez ocieplenie klimatu

Fot. Pixabay

Zmiana klimatu w kierunku globalnego ocieplenia wpływa bardzo mocno na ekosystemy, w tym także na polski. Objawia się to m. in. ekspansją takich gatunków, jak modliszki czy papugi, ale również niedoborami wody i suszą - pisze Łukasz Sakowski.

Jeśli wzorce klimatyczne rozregulowują się, a normy pogodowe wypaczają, wpływa to na ogromną liczbę czynników ekologicznych. Te natomiast definiują jakość i struktury ekosystemowe, ich pojemność i wzajemne interakcje między organizmami oraz ze środowiskiem. Zmieniający się klimat musi wobec tego, siłą rzeczy, doprowadzić także do zmian w przyrodzie. A wśród nich, do pojawiania się organizmów, które wcześniej w danym rejonie nie występowały (lub robiły to jedynie okazjonalnie), jak również do wypierania stałych bywalców określonych terenów.

Na ekosystem oprócz organizmów żywych składają się też elementy nieożywione, a także wszelkie interakcje między wszystkimi częściami tych skomplikowanych sieci ekologicznych. Całość ogólnie (i każdy aspekt pojedynczo) ulega silnym wpływom będącego jej częścią klimatu i zależnej, między innymi od niego, pogody. Temperatura, częstość oraz obfitość i rodzaj opadów atmosferycznych, wiatry czy rzeźba terenu (a w przypadku biomów wodnych rzeźba dna, temperatura, zasolenie czy kwasowość wód oraz ich umiejscowienie geograficzne) oddziałują na funkcjonowanie zwierząt, roślin, grzybów, protistów i bakterii, sprawiając, że czują się one w danym miejscu lepiej lub gorzej.

Może być tak, że wpływ jest bezpośredni – na przykład gdy temperatura, stężenie sodu czy kwasowość staje się dla określonego gatunku nie do zniesienia – ale i pośredni. Jak choćby kiedy wzrośnie wilgotność, która ułatwi rozprzestrzenianie się jakiegoś uprzykrzającego życie pasożyta, konkurującego z określonym gatunkiem o ofiary drapieżnika, czy rywala zajmującego podobne kryjówki, o które od teraz trzeba będzie walczyć zacieklej. Albo wektora niosącego patogeny, będące realnym zagrożeniem epidemicznym dla organizmów na odleglejszych od równika długościach geograficznych.

Widać wyraźnie, że obecna zmiana klimatu, czyli przede wszystkim globalne podnoszenie się średnich temperatur przekłada się na zmiany zasięgu występowania poszczególnych gatunków roślin i zwierząt. Jest to efekt po krótce opisanych wyżej przekształceń w środowisku, wynikających z modyfikacji czynników klimatycznych i pogodowych, ale nie tylko ich. Na przykład zwiększone stężenie dwutlenku węgla w atmosferze prowadzi do przenikania większej ilości tego gazu do oceanów. To z kolei skutkuje zwiększeniem stężenia kwasu węglowego w wodzie i podniesieniem jej kwasowości.

„W ciągu ponad 200 lat od rozpoczęcia rewolucji przemysłowej stężenie dwutlenku węgla (CO2) w atmosferze wzrosło w wyniku działań człowieka. W tym czasie pH powierzchniowych wód oceanicznych spadło o 0,1 jednostki pH. To może wydawać się niedużo, ale skala pH jest logarytmiczna, więc ta zmiana reprezentuje około 30-procentowy wzrost kwasowości" – podaje Narodowa Służba Oceaniczna i Atmosferyczna NOAA) USA. Tymczasem zakwaszenie wody prowadzi do osłabiania lub nawet rozpuszczania muszli rozmaitych morskich organizmów, takich jak koralowce, szkarłupnie, skorupiaki, mięczaki czy będące mikroskopijnymi protistami otwornice. Zmiany i ograniczenie zasięgu występowania bogatych w gatunki taksonów zmieniają ekosystemy raf koralowych, a w skrajnych przypadkach mogą prowadzić do zamierania tych specyficznych, bardzo bogatych w bioróżnorodność biomów morskich. Procesy wynikające z wzrostu stężenia CO2 odpowiadają więc za spadek różnorodności biologicznej (i zmiany w jej strukturze).

Choć obecnie mamy prawdopodobnie najwyższą bioróżnorodność w historii życia na Ziemi (co jednak jest pewną estymacją, bo nie mamy rzeczywistego i reprezentatywnego wglądu w przeszłość), a w każdym razie bardzo obfitą, to zmienia się ona i obniża stosunkowo szybko. Tempo zmian jest zaś niezwykle ważnym czynnikiem decydującym o przyszłości, ponieważ gdy zachodzą one powoli, wiele organizmów dostosowuje się do nich, ewoluując sobie „spokojnie". Nagłe i drastyczne różnice występujące w środowisku są za to powodem wymierania. Ktoś mógłby zapytać: co w tym złego, skoro różne, geologicznie nagłe wymierania miały już w przeszłości miejsce? Moim zdaniem odpowiedź powinna uwzględniać trzy kwestie: (1) istnienia ludzkich społeczności, w które zmiany te uderzą; (2) istnienia świadomości, że one nadchodzą i posiadania narzędzi do tego, aby im przeciwdziałać; (3) aspekt winy – bo tym razem to ludzka działalność, a nie niezależne od nas procesy naturalne, odpowiada za problematyczną sytuację.

Przyjrzyjmy się przecinkowcom. To rodzaj bakterii, wśród którego występuje także przecinkowiec cholery – przyczyna choroby o takiej samej nazwie, prowadzącej do śmierci przez odwodnienie. Przy odpowiednim leczeniu (głównie nawadnianiu) śmiertelność jest niska, ale jeżeli chory człowiek nie otrzyma profesjonalnej pomocy medycznej, ma mniej więcej tylko 50% szans, że przeżyje. Przecinkowce cholery współżyły sobie od dawna z widłonogami (grupa skorupiaków) w m.in. bengalskich wodach. Jednak wkroczenie w nie Kampanii Wschodnioindyjskiej w poprzednich wiekach i wycięcie tamtejszych lasów namorzynowych doprowadziło do rozprzestrzenienia widłonogów i przecinkowców cholery, groźnych dla człowieka, w inne rejony świata. A to poskutkowało kilkoma pandemiami i dziesiątkami epidemii cholery od XIX wieku (od 2020 roku brzmi to bardzo znajomo, prawda?).

Dziś zasięg przecinkowców (różnych gatunków) powoli zwiększa się na Północ, z powodu ocieplenia oraz podnoszenia się poziomu wód, czerpiących z topniejących lodowców. „Ocieplenie wody Bałtyku, które następuje najszybciej ze wszystkich tego typu zbiorników na świecie, wraz z coraz niższym zasoleniem, sprzyja namnażaniu się przecinkowców, szczególnie gdy temperatura wody przekracza 20 st. C." – mówiłamikrobiolog, prof. Waleria Hryniewicz, komentując przypadek zakażenia człowieka w Bałtyku. Podobne zmiany zachodzą w innych morzach. „Moi koledzy z Uniwersytetu Exeter znaleźli u wybrzeży Wielkiej Brytanii gatunki groźnego przecinkowca, które do tej pory były charakterystyczne dla klimatu tropikalnego, czy subtropikalnego" – powiedział mi mikrobiolog z Exeter.

Dla Polaków bardzo charakterystyczną zmianą ekologiczną, zachodzącą przez globalne ocieplenie, jest ekspansja modliszki europejskiej. Owad ten, bytujący do niedawna głównie w południowej Polsce – w cieplejszych i mniej wilgotnych rejonach – coraz częściej widywany jest w bardziej centralnych częściach kraju (np. w Łodzi, Poznaniu czy Warszawie), a nawet na Północy (m.in. w Olsztynie). Jego migracja była spodziewana, w przeciwieństwie do coraz częstszego występowania papug z gatunku aleksandretty obrożnej – sprowadzonych do Europy z Azji i Afryki, ale dzięki ociepleniu czujących się tutaj coraz lepiej. Już kilka lat temu obserwowano je w Polsce, a wcześniej w zachodnich i południowych krajach europejskich, gdzie gniazdują i żyją bez pomocy ze strony człowieka. Ptaki te czują się u nas coraz lepiej. Kilka dni temu sam obserwowałem „dziką" aleksandrettę obrożną w jednej z zachodnich dzielnic Poznania.

Zwierzęciem, którego zasięg przez globalne ocieplenie zmniejsza się, jest nerpa, czyli foka obrączkowana. Do rozrodu potrzebuje niskich temperatur, gdyż samice preferują rodzenie na lodzie. A że tego jest na Bałtyku coraz mniej, obejmuje coraz mniejszy obszar i trwa coraz krócej, to i nerpom ciężej jest się tutaj rozmnażać. O ile w skali świata nerp jest dużo i ekologowie nie muszą się o nie martwić, to w samym Morzu Bałtyckim prawdopodobnie wkrótce będą występować tylko fragmentarycznie. Poza zmianą klimatu ma to związek także z historią: „Na początku XX wieku nerp w Bałtyku było około 200 tys. osobników. Polowania w latach 1910-1940 oraz zanieczyszczenie środowiska spowodowały spadek liczebności tych zwierząt. Obecnie sytuacja zaczęła się poprawiać, a zasoby bałtyckich fok obrączkowanych szacuje się na około 10 tys." – informuje helskie Fokarium. Jednak, z uwagi na ocieplenie, powrót do dawnej liczebności, pomimo poprawy względem drugiej połowy XX wieku, zapewne nie będzie możliwy.

Globalne ocieplenie wpływa na polski krajobraz także poprzez wypieranie świerków, olch, jesionów i brzóz. Dzieje się tak, ponieważ obniża się poziom wód gruntowych przez długotrwałe i coraz częstsze susze. „Z danych projektu Klimada wynikało, że w latach 70. mieliśmy jedną suszę na 5 lat. Obecnie mamy prawie 4 susze na 5 lat" – tłumaczył ekohydrolog, dr Sebastian Szklarek. Podobnego zdania jest dr Marcin Dyderski, dendrolog: „Jednym z największych problemów lasów w Polsce zaczyna być niedobór wody". Osłabione przez to drzewa są podatne na choroby i szkodliwe dla nich bezkręgowce, a ponadto wysychają. Dlatego, jeśli klimat dalej będzie się tak ocieplał, w polskich lasach coraz częstsze będą inne gatunki drzew, kosztem tych wyżej wymienionych.

Zmiana klimatu i towarzyszące jej procesy (w tym te przez nią spowodowane) nie obejdą się bez echa. Będą miały zbyt duży wpływ na środowisko, gospodarkę oraz na imaginarium i świadomość społeczną. Jeśli przeciętny Polak będzie widział, że drzewa, które mija w lesie, są inne; kiedy będzie napotykał modliszki i papugi w miastach albo chorował na subtropikalne wcześniej choroby, jego doświadczenie będzie pod niektórymi względami znacząco odmienne, niż u jego przodków. Nie tylko zbyt szybki i za słabo kontrolowany rozwój technologii, ale również globalne ocieplenie będzie miało swój wkład w stworzenie przepaści między ludźmi urodzonymi „kiedyś" i „dziś" a tymi „z przyszłości".

Łukasz Sakowski - dziennikarz i autor bloga naukowego ToTylkoTeoria

Komentarze