Świrski: PEP 2040 to rewolucja, bez której grozi nam katastrofa [KOMENTARZ]

4 lutego 2021, 10:21
chimney-5066655_1920
Fot. Pixabay

Luty 2021 to wyjątkowy czas - wreszcie pojawiła się oficjalna Polityka Energetyczna Polski 2040. Sam PEP jest też wyjątkowy, bo po raz pierwszy w ciągu ostatniego dziesięciolecia został oficjalnie przyjęty strategiczny dokument, którego założenia mają kompletnie zmienić polski sektor energetyczny. Same szczegóły będą na pewno długo dyskutowane przez ekspertów kiedy po publikacji w rządowych periodykach trafi do nich finalny dokument (liczący podobno 104 strony). Natomiast sam główny przekaz, choć znany już od kilku miesięcy z prezentacji Ministerstwa Klimatu i Środowiska – ma wydźwięk rewolucyjny. 

Trudne decyzje zostały oficjalnie potwierdzone przez Radę Ministrów. W kolejnych latach nastąpi szybkie odejście od węgla w energetyce zawodowej, transformacja w kierunku dużych udziałów energetyki odnawialnej oraz redukcja „udziału” węgla w ciepłownictwie i ogrzewaniu domów. Wszystko to z oczywistym bagażem niekoniecznie pozytywnych skutków – zwiększeniem importu gazu i ropy naftowej, prawdopodobnie także i dużym importem samej energii elektrycznej, obniżeniem wskaźników bezpieczeństwa energetycznego, ale przede wszystkim wielkim kosztem niezbędnych inwestycji, rosnącymi kosztami samej energii dla wszystkich oraz ogromnymi problemami społecznymi – wynikającymi z definitywnego zamknięcia kopalń.

Reklama
Reklama

Tak naprawdę ten rewolucyjny PEP to sam wierzchołek góry lodowej, bo rzeczywistość może stać się jeszcze bardziej skomplikowana. Polityka europejska w zakresie dekarbonizacji tylko się zaostrza, nowe cele przyjęte w 2020 już powodują, że niektóre ścieżki transformacji z PEP stają się nieaktualne (a na pewno w zakresie węgla można patrzeć tylko na wariant pesymistyczny), ceny CO2 rosną szybciej niż zakładano (dziś już 38 euro za tonę, czyli więcej niż ścieżka zakładana w PEP), a nacisk na zwiększone ceny energii będzie ograniczał karencyjność przemysłu. W zasadzie należy odbierać PEP jako „lepszą wersję rzeczywistości”, bo można spodziewać się tylko gorszego.

Można oczywiście dywagować i oceniać sam dokument –wydarzenia, które nastąpiły, w sposób ekspercki komentować może każdy. O wiele ciekawsze jest prognozowanie co będzie dalej. Tu niestety rokowania są raczej pesymistyczne. Przyjęcie obecnego PEP już powoduje narastający konflikt – w końcu jego założenia są sprzeczne (i tu raczej nie do pogodzenia) ze stanowiskiem górniczych związków zawodowych - właśnie teraz w czasie negocjowania „umowy społecznej” prowadzącej do zamykania kopalń.  Najprostszy przykład – górnicze marzenia o nowych „czystych” technologiach węglowych i budowie bloków IGCC albo nawet o powrocie do „węglowej” Ostrołęki – w żaden sposób nie pasują do szybkiej ścieżki całkowitego odchodzenia od węgla (i w żaden sposób nie są do pogodzenia z europejską wykładnią polityki klimatycznej). PEP spowodował zresztą pęknięcie w samym rządzie – czytając informacje z telewizyjnych pasków informacyjnych widać ze stanowisko Rady Ministrów nie było jednomyślne – jedna z partii koalicyjnych – jest zdecydowanie przeciw. Przyjęcie dokumentu to jedno – natomiast samo wdrożenia (realne) PEP to coś w rodzaju „mission impossible” w obecnych warunkach politycznych.

Co będzie dalej? W samym sensie rewolucji technologicznej i przyszłości energetycznej Europy – sprawa jest już przesądzona i od drogi nakreślonej w PEP (a może nawet jeszcze trudniejszej) nie ma odwrotu.  Polska może tylko z bólem liczyć ogromne koszty i łagodzić je funduszami pomocowymi oraz jednocześnie wejść w inny sposób konkurowania na rynkach światowych – gdzie będzie jeszcze bardziej konkurencyjnie i gdzie trzeba będzie szukać nowych rozwiązań. Na pewno  na tej drodze będą nam towarzyszyć wielkie protesty i wielkie koszty zarówno finansowe, jak i związane z transformacją całych sektorów (a więc i bankructwa jak i bezrobocie). Jest oczywiście i alternatywna droga, która jak widać będzie opcją części polityków – próba zatrzymania zmian, obrony „polskiego węgla”,  odwrócenie od polityki europejskiej (a nawet kierowanie przeciw niej gniewu i protestów jako sprawczyni problemów społecznych). To także oczywiście wejście na pobocze ekonomicznej i politycznej Europy oraz zamykanie się na coraz bardziej ograniczonym podwórku. To chwilowa obrona części przemysłu, który straci konkurencyjność w UE i liczenie na jakieś globalne zmiany, które nie wiadomo jak miałyby nastąpić.

Decyzja oczywiście należy do nas – w końcu każdy ma prawo wybrać własną drogę.

prof. Konrad Świrski

Energetyka24
Energetyka24
KomentarzeLiczba komentarzy: 13
panMarek
wtorek, 9 lutego 2021, 00:04

„o wyższości” elektrowni PV nad węglowymi: Pokażmy więc obrazowo Czytelnikowi, jakim niewyobrażalnym i bezwartościowym szajsem są elektrownie fotowoltaiczne, jeśli porównamy je do węglowych. Dla przykładu niech posłuży, wyłączony po 38 latach pracy, dnia 31-05-2019 r., o godz. 19:55, blok nr 1 o mocy 370 MW w EC Bełchatów. Policzmy więc, jak te 38 lat pracy ma się do spodziewanych 25 lat pracy PV, podawanych w „Program polskiej energetyki jądrowej” ministra MinKlim Michała Kurtyki. 1. Krotność czasu życia inwestycji: 38 lat (bloku 370 MW) / 25 lat PV 1,52 – krotność żywotności równa 1,52x. 2. Policzmy koszt zasilania w paliwo. Blok na węgiel kamienny o mocy 1075 MW w Kozienicach spala węgla 101,4 kg/s. W ciągu roku spala: 0,1014 t/s x 3600 s x 24 h x 365 dni 3 197 750,4 t/rok (365,04 t/h <> 8 760,96 t/dobę 3 pociągi). Roczny koszt węgla: 3 197 750,4 t/rok x 220 zł/t 703 505 088 zł / rok, czyli 0,7035 mld zł / rok. 3. Blok 11 w Kozienicach zastępuje inwestycyjnie PV / 25 lat w ilości: 1075 x 10,59 x 1,52 17 304,06 MW 17,304 GW. 4. Koszt tej mocy zainstalowanej w PV to: 17 304,06 MW x 6,44 mld / 1 000 MW 111,44 mld zł. 5. Koszt budowy bloku 1075 MW zbudowanego raz na 38 lat: 1075 MW x 6,12 mld zł/1000 MW 6,58 mld zł. 6. Nadwyżka w węglu z mocy zainstalowanej w PV to: 111,44 mld zł – 6,58 mld zł 104,86 mld zł (raz trzeba wybudować). 7. Nadwyżka w węglu przeliczona na lata: 104,86 mld zł / 0,7035 mld zł / rok 149,054 lat (149 lat i dwadzieścia dni). Tak więc oszczędzonym kosztem inwestycyjnym - dwukrotnie budowanych elektrowni fotowoltaicznych (dokładnie 1,52x) - przy efektywnej mocy zastępczej elektrowni fotowoltaicznej do jej mocy zainstalowanej na poziomie 9,44 [%] i koszcie inwestycyjnym 1 [W] mocy zainstalowanej równym w węglu 6,12 zł/W i odpowiednio w PV 6,44 zł/W możemy w elektrowni węglowej o mocy 1075 MW w Kozienicach palić ZA DARMO przez ponad 149 lat! Ale to nie jest jeszcze najgorsza wiadomość dla ministra MinKlim, bo fotowoltaika (PV) to tylko 20 lat życia a nie 25, jak naciąga w swoim „Programie polskiej energetyki jądrowej” minister Michał Kurtyka. Na farmie fotowoltaicznej powstałej w 1994 roku, w okolicach hiszpańskiego miasta Toledo, gdzie po 21 latach (w sierpniu 2015 r.) wymieniono wszystkie moduły w tejże elektrowni PV o mocy 1 MW. Przed wymianą wykonano analizy efektywności zastosowanych pierwotnie w 1994 roku modułów. Badanie to wykazało, że wydajność zamontowanych w 1994 r. modułów fotowoltaicznych spadła od momentu uruchomienia produkcji energii aż o 37 %. A więc w ciągu 21 lat spadek wydajności do 63 % pierwotnej sprawności czyli 35 % / 20 lat. 8. Biorą to pod uwagę, mamy krotność żywotności bloku węglowego do PV równą nie 1,52x tylko 38 lat / 20 lat 1,90. A skoro tak – to nie: 17 304,06 MW tylko 21 630,08 MW i nie 111,44 mld zł tylko 139,30 mld zł i nie 104,86 mld zł tylko 132,72 mld zł. 9. W efekcie nadwyżka w węgla przeliczona na lata to nie: 149,054 lat tylko 188,65 lat. Ale i to nie wszystko, bo jak nas pouczają Hiszpanie w ciągu 20 lat eksploatacji PV mamy śr. spadek sprawności równy 35 % a więc mamy: [100 % + (100 % - 35 %)] / 2 82,5 %, czyli lat tak naprawdę będzie to: 188,65 lat / 82,5 % 228,67 lat. Ogarniasz to jeszcze Czytelniku?! Bo ciężko jest zrozumieć głupotę rządzących likwidujących energetykę węglową do „0”. Minister MinKlim pan Michał Kurtyka proponuje w 2045 roku 25 700 MW mocy zainstalowanej PV, co po dzisiejszych cenach 6,44 [zł/1 W] kosztuje 165,51 mld zł. (Chińczycy już się cieszą). I pomyśleć, że wystarczyłyby w zamian dwa bloki jak w ten w Kozienicach i jazda „za darmo”, 24/24, przez 228 lat i to jeszcze z dużym okładem.

Praktyk
sobota, 13 lutego 2021, 23:54

Panie Marku proszę policzyć koszty uprawnień CO2 równie szczegółowo jak zrobił to Pan że wszystkie swoimi wcześniejszymi policzankami. Nie ma już takiego biznesplanu w polskiej energetyce który by się zapiął na węglu. Ostrołęka jest tego najlepszym przykładem chociaż wielu chciało w to wierzyć. Proponuję więc jeszcze trochę zgłębić swoją wiedzę. Ponadto OZE to nie tylko fotowoltaika.

rmarcin555
piątek, 12 lutego 2021, 11:19

@panMarek. Skoro podajesz spadek sprawności paneli to może zechcesz łaskawie dorzucić koszty utrzymania elektrowni? 1994 był 26 lat temu, sprawność paneli rośnie, żywotność też. PV jest akurat najlepszym źródłem OZE. Przy wszystkich wyliczeniach dotyczących węgla pomijasz najważniejszy fakt: polski węgiel jest drogi i będzie coraz droższy. Nawet bez kar i kosztów związanych z CO2. Górnictwo pochłonęło ponad 200 mld dotacji od 89 roku.

P75
wtorek, 9 lutego 2021, 13:21

Zapominasz o: Co2 (które Ciebie pewnie nie interesuje), ale też kosztach utrzymania górnictwa (240 mld zł przez 25 lat) oraz kosztach zdrowotnych palenia węglem (45 tys. zgonów rocznie).

Pitagoras
niedziela, 7 lutego 2021, 18:15

Ambitne ale nie realne, nie jest to najlepszy scenariusz do transformacji energetyki. Nie stać naszych Chempionsów energetycznych na taki wydatek. Zacząłbym zmianę i odejście od węgla od najmniejszych czyli domów jednorodzinnych, którzy to odpowiadają za 70% emisji CO2 w naszym kraju.

Kris
poniedziałek, 8 lutego 2021, 13:45

Tylko problem polega na tym, że za produkcję energii z węgla będziemy płacić drakońskie kary, więc musimy od niego odejść, walka z całą Europą za prawo trucia się węglem za drogo nas kosztuje. Właśnie dlatego że nie stać nas na drogą energię musimy odejść od węgla, albo wynegocjować coś w UE (ale to wydaje się nierealne), Co do pieców to tu zmiany już się zaczynają, dopłaty do wymiany kotłów i normy dla nowych wymuszą w przeciągu dekady.

Katsumoto
wtorek, 9 lutego 2021, 02:23

A co stoi na przeszkodzie wypowiedzenia umów o ograniczeniu emisji CO2. Kto w ogóle bierze za to kasę i z jakiej racji. Ponoć jesteśmy suwerennym Krajem i dlaczego mielibyśmy komuś albo jakieś samozwańczej organizacji płacić za uzywanie naszego węgla? Kto nas do tego zmusi jak wymowimy te wszystkie umowy które sami wcześniej podpisaliśmy? Ja wiem,że to sprzedajne świnie piastujące stanowiska premiera i ministra odpowiadają za te umowy. Powinno się ich aresztować a energetykę w Polsce przestać obarczać jakimś haraczem. Niech ci politycy co to podpisali płacą ze swoich skorumpowanych kieszeni za to, że wpakowali Polaków w takie gówno...

rmarcin555
piątek, 12 lutego 2021, 11:14

@Katsumoto. Polski węgiel jest drogi nawet bez kar za CO2. Proponuje więcej kontaktu z rzeczywistością.

P75
wtorek, 9 lutego 2021, 13:22

Czyli uwierzysz w globalne ocieplenie dopiero jak zaleje Żuławy? Cóż...

Po trzecie sankcje
piątek, 5 lutego 2021, 13:47

Proste porównanie struktury naszej energetyki ze strukturą innych dużych krajów europejskich pokazuje, iż powinniśmy mieć 20-25 lat więcej czasu na przebudowę naszego miksu, bo mamy 2x wyższy udział węgla niż inni. Jak dla mnie to fanatyczne odrzucenie węgla to bardziej ideologia niż próba realnej poprawy sytuacji. Sprawność naszych elektrowni węglowych jest zauważalnie niższa niż wiodących technologii w tym zakresie. Mamy potencjalnie kilka możliwości działań alternatywnych np. wykorzystania utylizacji odpadów (patrz materiały radia Wnet o rewolucji energetycznej na YT). Mamy też jakościowe złoże węgla na lubelszczyźnie, którego poza Bogdanką nie eksploatujemy. Zwiększymy import surowców energetycznych i uzależnienie od zagranicy i zlikwidujemy dużą część przemysłu i co osiąniemy? Nie jesteśmy bogatym krajem zachodnim żyjącym z usług i wysokich technologii przemysłowych, tylko krajem specjalizującym się w technologiach tzw środka, w którym robi się wyroby na rzecz Europy Zachodniej. Jeśli my ich nie wyprodukujemy to przyjadą z Chin, Wietnamu lub z Ukrainy i tam napewno zastosowane zostaną bardziej brudne technologie. O zanieczyszczeniu związanym z transportem nie wspominając. Czeka nas dezindustrializacja i co potem?

SPECJALISTA
czwartek, 4 lutego 2021, 13:32

Programy kreślone na papierze maja się nijak do rzeczywistości a bez dużego wsparcia finansowego ze strony UE nie stać nas na taka transformację, gdyż kasa urzędów obecnie jest pusta. To tak jak była obietnica przez premiera 2 mln aur elektrycznych rocznie, więc ja się pytam gdzie te auta są :)

AA
czwartek, 4 lutego 2021, 12:57

Ile będziemy płacić za ten rewolucyjny ekoobłęd dwa może trzy albo cztery razy więcej za prąd ?

JK
środa, 17 lutego 2021, 16:01

Dzięki wzrostowi cen węgla już płacimy więcej za prąd, i ekoobłęd nic do tego nie ma

Tweets Energetyka24