Wywiady

Piotrowski: Biden chce, by Ukraina odzyskała Krym i wygrała wojnę [WYWIAD]

Fot. Fot. White House/twitter

Administracja Bidena gra wyłącznie na zwycięstwo militarne Ukrainy i strategiczną porażkę Rosji. Nie ma już mowy o tym, by doszło do jakiegoś porozumienia polegającego np. na tym, że Krym zostanie rosyjski - mówi Mateusz Piotrowski, amerykanista, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Jakub Wiech: Jak ocenia Pan wizytę prezydenta Bidena w Kijowie i w Warszawie?

Mateusz Piotrowski: Miała ogromny wymiar symboliczny. Fakt, że Biden pojawił się w Kijowie to najmocniejszy sygnał, jaki mógł zostać wysłany na rocznicę rosyjskiej agresji. To też budowanie przekazu, że Stany Zjednoczone są i będą obecne w kwestii wsparcia Ukrainy i przeciwstawiania się Rosji. Ale to także sygnał wewnętrzny, do polityków Partii Republikańskiej, do polityków własnej partii Bidena, jak również i do członków administracji. Ten sygnał mówi, że administracja Bidena gra wyłącznie na zwycięstwo militarne Ukrainy i strategiczną porażkę Rosji. Nie ma już mowy o jakichś perspektywach siadania do rozmów z Władimirem Putinem, prób wynegocjowania pokoju.

Czy wysłanie sygnału do wewnątrz USA było potrzebne? Czyżby amerykańscy politycy zaczęli bardziej sceptycznie podchodzić do pomocy Ukrainie?

Są dwa powody ku temu. Po pierwsze: w amerykańskiej polityce jest grupa kilkunastu osób nastawionych antyukraińsko. Każdą wewnętrzną sprawę będą oni postrzegać jako istotniejszą od pomocy Ukrainie. Widzimy to na przykładzie wypadku kolejowego, który przerodził się w katastrofę środowiskową w stanie Ohio, w miejscowości East Palestine. Przez te kilka dni nieobecności Joe Bidena amerykańska alt-prawica argumentowała, że prezydent zajmuje się nieważnymi sprawami, czyli Ukrainą i Polską, a zapomina o własnym państwie. Skądinąd to bardzo ciekawe, że alt-prawica zaczęła nagle zwracać uwagę na sprawy środowiskowe. Ale temat nadał się do skrytykowania Bidena. Natomiast większym problemem jest fakt, że Republikanie chcą redukować deficyt budżetowy w przyszłych latach. A Stany Zjednoczone dotarły do progu maksymalnego zadłużenia. Departament Skarbu musiał wdrożyć pewne specjalne środki, które ograniczają ogólnie wydatki w administracji federalnej. Rozpocznie się zatem debata, co z tym progiem zrobić. Demokraci chcieliby go całkowicie znieść, a Republikanie chcieliby utrzymać obecny - może nieznacznie podnosząc. I tutaj pojawia się problem, bo postulowane przez Republikanów cięcia wydatków o 10% mogłyby też dotyczyć budżetu obronnego. W jego przypadku byłoby to obcięcie o ok. 80 mld dolarów. Z tym się musi wiązać redukcja pomocy Ukrainie.

Republikanie nie widzą zagrożenia związanego z takimi ruchami?

Nie można postawić takiego stwierdzenia: dzień po tym, jak prezydent Biden złożył wizytę Kijowie, stolicę odwiedziła także delegacja Republikanów, którzy spotkali się z prezydentem Zełenskim. Na jej czele stał Michael McCaul, przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych w Izbie Reprezentantów. Po tym spotkaniu rzucił on jedno ważne hasło: powiedział, że jego zdaniem teraz jest dobry moment, by przekazać Ukrainie rakiety dalekiego zasięgu ATACMS, o które Kijów bardzo wyraźnie zabiega w sferze publicznej. A więc to jest sygnał płynący w absolutnie drugą stronę.

A jak ta wizyta prezydenta Bidena w Polsce i na Ukrainie została odebrana przez amerykańskie społeczeństwo i media?

W mediach była bardzo szeroko relacjonowana. Informacji prasowych, telewizyjnych, radiowych było dużo, nawet po tej bardziej prawej stronie. Ale oczywiście na platformach alt-prawicy, pokroju OAN czy Breitbart, pozytywny przekaz nie miał szansy się pojawić – ich odbiorcy i tak nie byli nim zainteresowani. Niemniej, zainteresowanie było mediów duże: media przygotowywały m. in. analizy tego, o czym świadczy ta wizyta i jak odbierają ją sojusznicy, wskazywano też, jaka jest atmosfera w regionie. To ważne, jeżeli chodzi o budowanie pozycji międzynarodowej Stanów Zjednoczonych i przekonywanie Amerykanów, że USA są na pozycji lidera wolnego świata. Przekaz ten wspierano obrazkami ciepłego powitania Joe Bidena w obydwu stolicach. Z oczywistych względów najlepiej było to widać Polsce, gdzie prezydent był witany jak celebryta.

A jeśli chodzi o sygnał dla Rosji: czy ta wizyta wskazuje, że USA chcą doprowadzić do zwycięstwa Ukrainy, zwłaszcza w kwestii terytorialnej?

Tak. Jak wspomniałem, tutaj nie ma już mowy o tym, by doszło do jakiegoś porozumienia polegającego np. na tym, że Krym zostanie rosyjski. To byłoby blamażem dla amerykańskiej dyplomacji i tego odbudowywanego przywództwa, bo okazałoby się, że walka o Ukrainę i starania na rzecz jej dozbrajania poszły na marne. Kwestia Krymu ma zatem ogromne znaczenie dla Kijowa. Gdyby tam udało się poprowadzić realne działania, rozpocząć ofensywę, atakować pozycje Rosjan, to wówczas doszłoby do przełamania istniejącego od 2014 roku tabu na temat półwyspu, co obecnie absolutnie wpisuje się w amerykańskie założenia.

Czyli prezydent Biden chciał zasugerować Ukraińcom, że widzi zachęca ich do tego, by odzyskać Krym?

Politycznie tak, ale wojskowo oczywiście będzie to trudne. Pentagon widzi, że to jest moment na kontrofensywy, ale Ukraina może nie być jeszcze militarnie w stanie odzyskać utraconych terytoriów. Jednakże to może się wydarzyć, choćby poprzez nieudolność Rosji na froncie. Niemniej, uważam, że amerykańskie środowisko wojskowe jest bardziej powściągliwe co do perspektyw, choć także rozumie, że Ukraina musi pozyskać kolejne nowe zdolności. Ale z wizyty Bidena w Kijowie można wyczytać, że na wszystko przyjdzie czas, bo – jak wskazał prezydent – Stany Zjednoczone będą z Ukrainą tak długo, jak będzie trzeba. Moim zdaniem to właśnie świadczy o dążeniu do zwycięstwa militarnego.

A jaki sygnał posłał Joe Biden w kierunku państw NATO?

Może się wydawać, że to były takie wyświechtane hasła. Ale istniała realna potrzeba sygnalizowania amerykańskiego przywiązania do zobowiązań sojuszniczych: tego, że Stany Zjednoczone przyjdą z pomocą sojusznikom. To ma znaczenie, tym większe, im bardziej kontrastuje z retoryką prezydenta Trumpa w sprawie NATO.

A propos kontrastów: czy można powiedzieć, że Joe Biden w roku 2023 jest dużym kontrastem względem Joe Bidena w roku 2021?

Kontrast jest znaczący: te pierwsze pół roku prezydentury Bidena, to m.in. decyzja o wyłączeniu sankcji na Nord Stream 2. W lipcu 2021 podpisał on porozumienie z Niemcami w tej sprawie. I gdyby nie to kumulowanie wojsk rosyjskich na granicy z Ukrainą i rosnąca zagrożenie, że Putin faktycznie zaatakuje to państwo, to takie podejście USA mogłoby się nie zmienić. Jestem pozytywnie zaskoczony tym, jak amerykańska administracja odpowiedziała na rosyjską inwazję z 24 lutego, jak odpowiedziała sankcjami, mocniejszym wsparciem militarnym. Ale i tak nie spodziewam się, żeby to wpłynęło na myślenie Władimira Putina. Na Kremlu nie ma racjonalności w prowadzeniu tej wojny. Natomiast szok wywołany inwazją sprawił, że administracja Bidena i sam Joe Biden przeszli pewną zmianę. Zrozumieli, że tutaj nie ma mowy o stabilizacji relacji z Rosją i o uspokojeniu sytuacji w Europie, bo sama Rosja tego nie chce. A to, co Stany Zjednoczone robią w Europie, ma odbicie w innych regionach świata. Patrzą na to Chiny, a potem patrzą one na Tajwan.

Zapytam jeszcze o osobę, której nazwisko padło w tej rozmowie, mianowicie o Donalda Trumpa. Czy odniósł się on do wizyty Bidena w Europie?

Donald Trump udał się w miejsce wspomnianej wcześniej katastrofy kolejowej dając sygnał, że dba o amerykańskie państwo w przeciwieństwie do Bidena. Jakiś czas temu sam Trump mówił dość wyraźnie, że on miał miałby plan rozwiązania kwestii rosyjskiej inwazji i że gdyby to on był prezydentem, to inwazja zakończyłaby się w kilka dni. Niestety nie podzielił się on z nikim tymże planem. Pamiętajmy jednak, że Trump jest już formalnie kandydatem ubiegającym się o nominację Republikanów w wyborach prezydenckich. Natomiast na miejscu tego wypadku kolejowego odnosił się on bezpośrednio do Bidena i jego administracji, sugerując zignorowanie spraw wewnętrznych. To nie było może bezpośrednie hasło odnoszące się do tej polityki zagranicznej, ale w tym, co mówi Trump wybrzmiewa silny nurt izolacjonizmu.

Dziękuję za rozmowę!

Komentarze (1)

  1. MiP

    Gdyby Biden chciał by Ukraina wygrała wojnę to dałby Ukraińcom rakiety ATACMS i samoloty F-16 i sporą ilość Abramsów których mają w magazynach mnóstwo.A tak Biden daje Ukrainie kroplówkę utrzymując ją przy życiu jednocześnie dbając aby za bardzo nie pokąsali ruskich.Ale lepsze to niż jakby rządził Trump który powiedział że nie wysłałby Ukrainie żadnych czołgów