Reklama

Analizy i komentarze

Westinghouse idzie na sprzedaż. Test rynku, efekt jądrowej hossy i… problem Polski? [ANALIZA]

Fot. Wikimedia
Fot. Wikimedia

Westinghouse Electric Company, jedna ze spółek zainteresowanych polskim projektem jądrowym, idzie na sprzedaż. Jeśli znajdzie się nabywca, to dotychczasowy właściciel WEC może zarobić miliardy – ale czy przy okazji nie straci tu Polska?

Reklama

Kanadyjski fundusz inwestycyjny Brookfield Business Partners, posiadający w portfelu spółkę Westinghouse Electric Company (WEC), postanowił wystawić ją na sprzedaż. Wiadomość ta nie była zaskakująca, gdyż pierwsze przymiarki w tym zakresie prowadzono już w 2021 roku. Jednakże informacje o poszukiwaniach nowego właściciela WEC zainteresowały ekspertów i polityków w Polsce – zaczęli oni zastanawiać się, czy zmiany własnościowe nie wpłyną na realizację polskiego projektu jądrowego, w którym Westinghouse ma odgrywać pierwszorzędną rolę.

Reklama

Jądrowa sztafeta

Przechodzenie z rąk do rąk to dla WEC nic nowego. Firma ta wyodrębniła się ze swojej spółki-matki Westinghouse Electric (WE) w 1999 roku, po serii przejęć i akwizycji, skutkujących przejęciem WE przez CBS Corporation. W tym samym roku WEC trafiła do British Nuclear Fuels Limited. Sytuacja zmieniła się w roku 2005, kiedy BNFL ogłosił, że planuje sprzedaż swego nabytku. Zakupem byli zainteresowani tacy gracze sektora energetycznego, jak General Electric, Mitsubishi Heavy Industries i Toshiba. Ostatecznie 77% udziałów w WEC trafiło do tej ostatniej spółki, która zapłaciła za nie 5,4 mld dolarów. Z kolei w roku 2018, po serii kłopotów finansowych Toshiby, Westinghouse Electric Company została sprzedana Brookfield Business Partners za 4,6 mld dolarów.

Reklama

Teraz być może WEC znajdzie kolejnego właściciela – oczywiście, o ile znajdą się chętni. Według doniesień Agencji Reutera, obecna wycena spółki oscyluje wokół 10 miliardów dolarów. Jest więc na czym zarobić i fundusz chce chyba przekonać się, ile może zyskać.

Okoliczności makroekonomiczne, w jakich spółka wystawiana jest na sprzedaż przypominają te z 2005 roku. Wtedy też światowy przemysł jądrowy, który otrząsnął się po katastrofie w Czarnobylu, stawał na progu dynamicznego rozwoju. Plany energetyczne szeregu państw w Europie i Azji Południowej oraz Wschodniej napawały ogromnymi nadziejami. Spodziewano się atomowego renesansu, który napędzi takie podmioty jak WEC, wkładając im w ręce mnóstwo lukratywnych zamówień. Nastrój ten został jednak przerwany katastrofą w Fukushimie, która odciągnęła szereg krajów od atomu, stwarzając niekorzystne warunki do inwestowania w tę technologię.

Teraz jednak los znów uśmiecha się do przemysłu jądrowego. Polityki klimatyczne wdrażane przez kluczowe gospodarki (UE, USA, Chiny, Indie) opierają się w istotnej mierze na energetyce jądrowej. Coraz więcej głosów wieści atomowy renesans, wskazując na powstające zagłębia skupione na rozwoju tej technologii – jednym z nich jest Europa Środkowa. Nic zatem dziwnego, że Brookfield Business Partners wystawia na sprzedaż swoją jądrową spółkę akurat teraz.

Siła atomu

Moment jest dla WEC podwójnie korzystny – chodzi bowiem nie tylko o warunki makro, ale także o potencjał, jaki spółka zbudowała przez ostatnie lata. Działania tego podmiotu skupione były przede wszystkim na reklamowaniu i sprzedaży kluczowego rozwiązania, jakim jest reaktor AP-1000.

Przedstawiciele WEC prowadzą intensywne rozmowy z rządami Ukrainy, Słowenii, Czech oraz z Polski. Jeśli te negocjacje się powiodą, to łącznie spółka będzie budować w Europie ok. 16 reaktorów jądrowych. Liczba ta może się jednak zwiększyć, gdyż ze względu na sankcje na Rosję z Europy rugowany jest największy sprzedawca technologii jądrowych na świecie, czyli Rosatom. Daje to jeszcze więcej przestrzeni do kontaktów handlowych dla WEC.

Pierwsze owoce tych rozmów widać już teraz. Na początku czerwca Ukraińcy rozszerzyli umowę z Westinghouse na dostawę paliwa jądrowego dla floty reaktorów jądrowych Energoatomu. Ponadto spółka deklaruje budowę nawet dziewięciu nowych jednostek AP1000. W maju pojawiły się informacje, że WEC zastąpi Rosjan przy dostawach paliwa jądrowego dla bułgarskiej elektrowni Kozłoduj. Spółka ta jest też typowana jako dostawca technologii dla rozbudowy sektora jądrowego w Bułgarii. Z kolei na początku 2022 roku WEC podpisała memorandum o współpracy z dziesięcioma firmami w Polsce. Umowy dotyczą współpracy w zakresie potencjalnej budowy sześciu reaktorów AP1000 nad Wisłą. Tajemnicą poliszynela jest, że Westinghouse Electric Company to faworyt wyścigu o polski atom. Świadczy o tym nie tylko dotychczasowe postępowanie rządu w Warszawie, ale nawet opublikowany raport o oddziaływaniu na środowisko, który wskazuje, że inwestor (czyli spółka Polskie Elektrownie Jądrowe) planuje inwestycję składającą się z trzech bloków jądrowych z... reaktorami AP1000.

WEC dbała też o stronę techniczną projektu. Spółka chwali się skróceniem czasu potrzebnego na wypełnienie reaktorów paliwem. Pierwsza taka przerwa trwała 30 dni, obecnie w jednostkach działających w Chinach udało się ją skrócić do okresu poniżej 20 dni. Celem WEC jest okres zaledwie 17 dni. Co więcej, Westinghouse Electric Company pracuje nad swoim modelem małych reaktorów (SMR) o mocy 225 MWe. Co ciekawe, firma poszła jeszcze dalej i eksperymentuje z reaktorami w naprawdę miniaturowej skali – eVinci Micro o mocy od 1 do 5 MW.

Czytaj też

Warto jeszcze rzucić okiem na wyniki finansowe: jak podaje Reuters, w roku 2020 EBITDA (a więc zysk operacyjny przedsiębiorstwa przed potrąceniem odsetek od zaciągniętych zobowiązań oprocentowanych, podatków, amortyzacji, itp.) WEC sięgnęła 650 mln dolarów, co było wzrostem o 110 mln w porównaniu do roku 2018.

Należąca do Brookfield Business Partners spółka łapie więc wiatr w swoje żagle – a to dobry moment, by wypłynęła do innego portu, oczywiście za określoną zapłatą.

Nuklearny rok

Jednakże z polskiej perspektywy termin sprzedaży WEC nie jest już taki korzystny. Warszawa czeka obecnie na wiążącą ofertę ze strony spółki, która umożliwi pójście dalej z projektem jądrowym. Obecnie trwają przygotowania komunikacyjne, będące społeczną osnową dla ostatecznej oficjalnej decyzji i wyboru partnera technologicznego (co ma nastąpić jeszcze w 2022 roku). Jednakże nawet dotrzymanie tego terminu stawia pod znakiem zapytania pozostałą część harmonogramu polskiego atomu – czyli przede wszystkim datę 2033 jako rok oddania do użytku pierwszego polskiego bloku jądrowego.

O tym, że czasu jest bardzo mało mówili już w styczniu tego roku przedstawiciele WEC w rozmowie z Energetyka 24. „Choć rok 2033, jako data uruchomienia pierwszego polskiego reaktora jądrowego, to termin, który wciąż wydaje się odległy, to w rzeczywistości działania trzeba rozpocząć już teraz. Fundamenty elektrowni należy wylać w roku 2028, a więc 40 miesięcy wcześniej należy zakupić główne urządzenia. Oznacza to, że już w 2024 roku trzeba rozpocząć zamówienia tych urządzeń. Musimy zatem wykorzystać najbliższe dwa lata, a raczej: 18 miesięcy, na pracę z polskim firmami zainteresowanymi udziałem w łańcuchu dostaw oraz dokonać oceny ich możliwości produkcyjnych" – powiedział Joel Eacker, członek zarządu Westinghouse Electric Company. Tymczasem manewry własnościowe mogą (choć nie muszą) wpłynąć na czasową realizację tego przedsięwzięcia.

Decyzja o sprzedaży WEC jest w pełni uzasadniona biznesowo i ekonomicznie. Należy ją postrzegać jako kolejną oznakę ożywienia sektora jądrowego. Jednakże dla Polski może to być kolejny czynnik (choć wcale nie najważniejszy) wpływający na harmonogram budowy atomu.

Reklama

Komentarze

    Reklama