Oddali życie za Gazprom? Śmierć rosyjskich najemników w Syrii

15 lutego 2018, 14:34
16547096390_c7b24248a8_k
Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Kurdishstruggle / Flickr

Ostatnie dni sprawiły, że oczy świata ponownie zwróciły się na Syrię. Było to jednak spojrzenie inne, niż dotychczas – odsłaniające nieco więcej (energetycznej) prawdy o konflikcie, który pochłonął już kilkaset tysięcy ludzkich istnień, zaś z 1/3 syryjskiej ludności uczynił uchodźców. A wszystko za sprawą nalotu sił koalicyjnych pod kierownictwem USA, w wyniku, którego zginęli rosyjscy najemnicy.

Nie jest niczym nadzwyczajnym, że zarówno w przypadku wojny w Syrii, jak i każdego innego konfliktu, na pierwszy plan wysuwają się relacje z pola walki, analizy strategiczne oraz dramatyczne obrazy ukazujące cierpienia ludności cywilnej. To naturalne. Dobrze mieć jednak świadomość, że to tylko część prawdy, najczęściej nie dotykająca istoty sprawy. Truizmem (tak powszechnym, że aż lekceważonym) będzie tutaj stwierdzenie, że gdzieś w cieniu, poza obiektywami kamer, realizowane są strategie biznesowe najważniejszych graczy na geopolitycznej szachownicy, zaś to wszystko co zwykło budzić słuszne oburzenie, stanowi zwykle tylko fasadę.

Od dłuższego czasu nikt nie ma wątpliwości, że zarówno Syria, jak i cały Bliski Wschód, to terytoria posiadające szczególne znaczenie dla światowej równowagi. Z dozą niewielkiej przesady moglibyśmy stwierdzić, że historia tego regionu w minionych dekadach pisana była za pomocą czołgów, samolotów i… surowców energetycznych - stanowiących równocześnie bogactwo i przekleństwo jego mieszkańców. 

Jakiś czas temu uwagę na ten fakt zwracał major Rob Taylor, związany z US Army oraz General Staff College, który stwierdził: „Konflikt w Syrii oglądany przez geopolityczną oraz ekonomiczną soczewkę nie jest wojną domową, ale rezultatem działań większych, międzynarodowych graczy, którzy pozycjonują się na geopolitycznej szachownicy w oczekiwaniu na udrożnienie >rurociągu<”. Kilka dni temu świat ponownie przypomniał sobie o tej brutalnej prawdzie. 

Doszło do tego za sprawą doniesień, z których wynikało, że siły koalicyjne pod przywództwem Stanów Zjednoczonych dokonały nalotów, w wyniku, których zginęli m.in. rosyjscy najemnicy z tzw. Grupy Wagnera. Jest to rodzaj „prywatnej firmy wojskowej” w dość niejasny sposób powiązanej z Kremlem. W świetle oficjalnych komunikatów ostrzał był odpowiedzią na zaatakowanie siedziby Syryjskich Sił Demokratycznych w rejonie Dajr az-Zaur. Celem akcji prorosyjskich sił rządowych oraz najemników było najprawdopodobniej uzyskanie kontroli nad opanowanym przez Kurdów złożem węglowodorów.

Starcia w prowincji Dajr az-Zaur, w których po raz pierwszy zabici zostali przez Amerykanów obywatele Rosji, uwydatniają jeden z powodów toczonej wojny. Jest to bowiem obszar bogaty w zasoby ropy i gazu, bardzo istotny z punktu widzenia energetycznych interesów światowych graczy.

W tym kontekście warto również zwrócić uwagę na tranzytową rolę Syrii, mówił o niej w październiku 2016 m.in. gen. Leonid Iwaszow, prezes Akademii Problemów Geopolitycznych w Moskwie: „Jeśli Rosja nie wsparłaby militarnie reżimu Baszara al-Asada to dziś mielibyśmy do czynienia z poważnym pytaniem o przetrwanie budżetu centralnego. Ta wojna toczy się o gazociągi. W Katarze i Iranie są gigantyczne rezerwy gazu. Najlepszym rynkiem zbytu dla tego surowca jest Europa. Najlepszą opcją jego transportu gazociąg przez Syrię nad Morze Śródziemne”. 

Można mieć oczywiście zastrzeżenia co do osoby gen. Iwaszowa, niemniej zwraca on uwagę na interesującą kwestię. Uspokojenie sytuacji w Syrii lub dostanie się tego obszaru pod kontrolę ośrodka niesprzyjającego rosyjskim interesom, mogłoby w dłuższej perspektywie wpłynąć na gazową równowagę sił w Europie. Konsekwencją byłoby osłabienie pozycji Gazpromu. Należy zauważyć, że choć wiązałoby się to z koniecznością spełnienia szeregu trudnych warunków - politycznych, ekonomicznych oraz infsatrukturalnych, etc. - to w obliczu zmian zachodzących na światowych rynkach Rosjanie nie mogą sobie pozwolić na wygenerowanie jakiegokolwiek ryzyka.

W tym kontekście mówiło się najczęściej o dwóch, konkurencyjnych wobec siebie, szlakach dostaw „błękitnego paliwa” - z Kataru do Turcji oraz z Iranu do Libanu. Warto pokrótce przypomnieć ich historię, choć z upływem miesięcy i lat tracą na znaczeniu.

Pierwszy projekt był inicjatywą Katarczyków, którzy zaprezentowali go w roku 2009. Rurociąg, określany niekiedy najlepszym szlakiem tranzytowym dla katarskiego gazu, miał umożliwić wykorzystanie potencjału największego pojedynczego złoża „błękitnego paliwa” na świecie. Jego powierzchnia wynosi ponad 6 tysięcy kilometrów kwadratowych, a zasoby szacowane są na ok. 18 bln m3 gazu - do Kataru należy ok. 2/3 surowca. Aby obniżyć koszty dostaw Katarczycy zaproponowali budowę magistrali z Zatoki Perskiej, poprzez Arabię Saudyjską, Jordanię, Syrię i fakultatywnie Turcję. Dauha zadeklarowała, że sfinansuje budowę połączenia samodzielnie - koszty szacowano wówczas na ok. 10 miliardów euro.  Przeciwnikiem tego rozwiązania był Baszar al-Asad, który w 2011 - 2012 roku zablokował go „z przyczyn religijnych” oraz motywowanych „ochroną interesów rosyjskiego sojusznika”. Spłacał tym samym dług za wsparcie udzielone swojej dyktaturze.

undefined

Wartym odnotowania jest również fakt, że projekt omawianego połączenia mógł być realizowany zarówno we współpracy z Turcją (dzięki Gazociągowi Transanatolijskiemu), jak i niezależnie od niej. Aletnatywą mogłoby być tutaj np. powrotne skroplenie surowca i wysyłanie go metanowcami do Grecji. W kontekście niestabilnej sytuacji politycznej Ankary oraz przejawianej, co pewien czas niechęci do współpracy z Zachodem, jest to poważna zaleta. 

Innym krajem, zainteresowanym syryjskim potencjałem tranzytowym był Iran, który wyszedł z propozycją budowy własnego rurociągu, biegnącego z Zatoki Perskiej, przez Irak i Syrię do Libanu. Następnie surowiec miałby być słany połączeniem po dnie Morza Śródziemnego do Grecji. W pewnym okresie mówiło się, że jego przepustowość może wynieść 40 mld m3 gazu rocznie. W 2012 roku Syria oraz Iran podpisały memorandum i planowały ukończenie budowy połączenia w 2016 r. Plany te pokrzyżowała jednak (przynajmniej oficjalnie) Arabska Wiosna i wojna domowa, która pochłonęła już blisko pół miliona ofiar, czyniąc z połowy syryjskiej populacji uchodźców.

undefined

Część ekspertów twierdzi, że powyższa koncepcja była przejawem samodzielności syryjskiego dyktatora, ale wydaje się to być obrazem niepełnym i nieco życzeniowym. Bardziej prawdopodobnym jest, że „zielone światło” dla całego przedsięwzięcia zapalił Władimir Putin, który uznał, że kontrolowana ekspansja Iranu (ograniczonego wówczas przez sankcje, a więc i skazanego na “bratnią pomoc”) będzie dla jego kraju mniejszym zagrożeniem, a potencjalnie pozwoli również odnieść istotne korzyści ekonomiczne. Nie bez znaczenia był z pewnością także fakt, iż w Katarze zlokalizowana jest baza US Army, zaś Iran co najmniej od rewolucji Chomeiniego przejawia postawę raczej sceptyczną (aby nie określić tego dosadniej) wobec Waszyngtonu. 

Reasumując – starcie sprzed kilku dni, oprócz swojego wymiaru militarnego, czy politycznego, miało także znaczenie o charakterze energetycznym. Przypomniało bowiem, że gdzieś poza obiektywami kamer, bez przejmujących obrazów i dramatycznych apeli, w Syrii toczy się konflikt o surowcowe strefy wpływów. I choć jest to wojna toczona setki kilometrów od polskich granic, to jej wynik ma dla nas znaczenie nie tylko w sferze moralnej, czy aksjologicznej.

KomentarzeLiczba komentarzy: 42
uwaga
piątek, 16 lutego 2018, 14:08

Celem akcji sił rządowych było przywrócenie władzy prawowitego Rządu Syrii na terytorium Syrii będącego we \"władaniu\" uzbrojonych bojówkarzy, w tym przypadku Kurdyjskich, a wspieranych pzrez obce rzady w tym USA czy Arabii Saudyjskiej. Czyż nie tak ?

Kto mieczem wojuje.....
piątek, 16 lutego 2018, 12:52

Nareszcie napisali o co kaman w Syrii...chodzi WYŁĄCZNIE o kontrolę i przyszłe zyski nad dystrybucją paliw płynnych i gazowych na bogaty rynek EU. Rosja się boi panicznie, że w przypadku powodzenia \"operacji US i company\" Gazprom zostanie zredukowany do roli podrzędnego sprzedawcy butli gazowych co najwyżej w Ukrainie i Białorusi. Stąd bitka o \"demokracje vs. ratowanie sojusznika\". Każda woja wg. Clausewitza to realizacja polityki innymi metodami. Szkoda tych biedaków na terenie których trwają te \"zażarte negocjancie\"

ElektroSmog
piątek, 16 lutego 2018, 11:47

a co można powiedzieć o części polskich żołnierzy poległych w Iraku, Afganistanie (Syrii?) ? - Polegli za Shell, Exxon Mobile i BP ???

Geoffrey
sobota, 17 lutego 2018, 14:07

Nie, polegli za to, żeby osłabić Gazprom, który finansuje Iskandery wycelowane w Polskę.

Olo
czwartek, 15 lutego 2018, 19:54

Teraz wiadomo, co było powodem dla \"zrobienia\" arabskiej wiosny.

jacek
piątek, 16 lutego 2018, 19:19

Czyli kto \"zrobił\" tę Arabską Wiosnę? Katar!

Polak Duży
czwartek, 15 lutego 2018, 19:35

A w szerszym kontekście, to Rosjanie skopiowali schemat działania \"Grupy Wagnera\" z amerykańskiego Blackwater Worldwide oraz Xe Services LLC. To nic innego jak regularna armia komandosów, tyle że za większe pieniądze i oficjalnie nie będąca armią. Na Ukrainie walczyło około 400 najemników amerykańskich z Blackwater i bardzo wielu z nich zginęło pod Donbasem. a z tymi blackwaterami i wagnerami chodzi po prostu o to, że oficjalnie nie jest to armia, więc nie potrzeba zgody Kongresu czy Dumy aby taką armię wysłać w dowolne miejsce na świecie i to natychmiast. A ci \"ochroniarze\" są wyszkoleni przez najlepszych weteranów ze Specnazu. Każdy ochroniarz Blackwater ma opanowane zasady pilotowania śmigłowców bojowych, czołgów, wyrzutni pplot, rpg, snajperki i saperki. Ot, wojna to wojna.

blooper
niedziela, 18 lutego 2018, 17:07

Czy możesz podać źródło uczestnictwa Blackwater w Donbasie?...chętnie się zapoznam

Wanislaw
niedziela, 18 lutego 2018, 11:22

Klamiesz jak Olgino. Na Ukrainie walczyli najemnicy opłacani przez Ukrainę. Jak w każdym konflikcie. A ruskie zielone ludziki nie są prywatna armia tylko armia Putina pod jego rozkazami. Putina kucharz nimi zaraadza i werbuje. Z Syrii wracali wojskowymi samolotami, byli werbowani oficjalnie mimo sankcji karnych w ruskim prawie. Amerykance to siły ochrony nigdy nie walczyli na pierwszej linii z czołgami i artą. Ruscy to ruska armia bez mundurów.

Geoffrey
sobota, 17 lutego 2018, 14:10

Jasne, są nawet zdjęcia żołnierzy Blackwater z Donbasu. Sam widziałem. Sfotografowane w Nowym Orleanie. Śmieszne są wysiłki moskiewskiej propagandy, żeby na każdy zarzut odpowiadać: \"a amierikańcy robią tak samo\". Nie robią.

JSM
piątek, 16 lutego 2018, 16:08

A ci \\\"ochroniarze\\\" NIE są wyszkoleni przez najlepszych weteranów ze Specnazu. Oni są ze Specnazu.

Kiks
piątek, 16 lutego 2018, 14:29

Regularna armia \"komandosów\"?? U ruskich co drugi to komandos. Łącznie z kgbowskim agentem od podawania kawy amabasadorowi za czasów NRD.

gabon77
piątek, 16 lutego 2018, 10:26

wiesz ,że dzwonią ale trafić do właściwego kościoła ci się nie udało, jak już kolega napisał Blackwater nie istnieje od 7 lat, masz jeszcze jakieś dane odnośnie amerykańskich najemników w Donbasie czy znów poleci plota???

Marek1
piątek, 16 lutego 2018, 10:25

Polak Duzy - 1. Black Water rozwiązano bodaj w 2011r po serii skandali w Afganistanie i Iraku. 2. Artykuł 359 kodeksu karnego FR zakazuje istnienia, tworzenia, finansowania, rekrutacji do jakiejkolwiek organizacji zbrojnych poza służbami państwowymi. Tzw. grupa Wagnera jest więc z definicji NIELEGALNA, a jej twórcy są przestępcami w myśl prawa FR, co jak widać pupilom Kremla zupełnie nie przeszkadza w działaniu. 3. Sugeruję jednak mniej filmów i gier wideo, a więcej wiedzy n/t wymagań jakie stawiają przed kandydatami czołowe firmy typu Security.

TytuS
piątek, 16 lutego 2018, 10:23

Brednie. Kompletne. Na Ukrainie nie walczył żaden najemnik z Blackwater bo Blackwater przestało istnieć w 2009. Nie ma żadnych dowodów na udział amerykańskich najemników w walkach ani na poniesienie przez nich jakichkolwiek strat. Blackwater czy Xe czy teraz Academic to duża \'firma\' i zatrudnia tysiące ludzi w wielu specjalizacjach. Pisanie że wszyscy potrafią to czy tamto to to bzdura. Grupa Wagnera to nie żadna armia komandosów tylko zwykli średnio przygotowani najemnicy. O ich profesjonalizmie najlepiej świadczy skala strat.

Mateusz
piątek, 16 lutego 2018, 04:06

Blackwater nie istnieje od 2011 roku

Tweets Energetyka24