Czy decyzyjna patologia może być argumentem przeciw energetyce jądrowej? [REPLIKA]

11 stycznia 2021, 09:31
atom pexels sun
Fot. Pexels
Energetyka24
Energetyka24

Nikt nie zaprzeczy, że proces podejmowania ważnych decyzji w sektorze energetycznym w ciągu ostatnich 30 lat jest w naszym państwie pełen nieprawidłowości. Określenie to uważać można za bardzo łagodne, wobec sytuacji całkowitego nieomal braku zdroworozsądkowego, długofalowego planowania, tak w energetyce koniecznego.

Jak również wobec ewidentnego decydującego wpływu energetycznych układów i grup interesu, jednym słowem lobbystów na podejmowane inwestycje.   Oczywiście, jasnym jest, że te układy zawsze i wszędzie działać będą przeciw potencjalnym próbom wprowadzenia na rynek energetyczny nowych technologii, takich jak energetyka jądrowa, uważanych za konkurencyjne, względem już istniejących. I to się właśnie działo w Polsce przez ostatnie 3 dekady, przy aprobacie dużej części klasy politycznej, nie czującej potrzeby ponoszenia odpowiedzialności za rozwój kraju i jego przyszłość. Rozumującej kategoriami bardzo doraźnego interesu politycznego przez najbliższe cztery lata, bez troski o to, co później!

Do takich decydentów należy również euro deputowany Pan Premier Jerzy Buzek stojący na czele rządu w latach 1997 – 2001. Dziś krytykuje on dalekosiężny plan rozwoju sektora energetycznego uwzględniający rozwój energetyki jądrowej, używając argumentu energetycznej patologii decyzyjnej przeciw wspomnianej technologii. Robi to w momencie, gdy społeczeństwo i gospodarkę dotykają bardzo poważnie  podwyżki cen energii elektrycznej, będącej rezultatem w dużej mierze poprzednich zaniechań i niezbędnych decyzji, także za jego rządów. Zaniechań w momencie, gdy było jasne, że cała nasza energetyka nie przystaje do wymogów ochrony środowiska w UE, do której aspirowaliśmy. Plan energetyczny PEP 40 (rozwój sektora do 2040 roku) oraz przyjęty w październiku 2020 przez Radę Ministrów PPEJ stanowią próbę zerwania z dotychczasową polityką i odsunięcia lobbystów od wpływu na decyzje.

Tymczasem budowane jeszcze w latach 60 – tych i 70 – tych bloki energetyczne, prawie wszystkie pracujące na spalaniu węgla, starzeją się coraz bardziej, pracując coraz mniej wydajnie i efektywnie, zatruwając w coraz większym stopniu środowisko naturalne. Dotyczy to zwłaszcza bloków o mocy 200 i 360 MW, z których część nie nadaje się do remontu ze względu na nieopłacalność takich inwestycji. Nowe moce natomiast w ciągu ostatniej dekady były budowane albo jako źródła oparte na spalaniu węgla – Kozienice, Jaworzno, Turów, Opole bloki 5 i 6, albo jako niestabilne źródła słoneczne i wiatrowe. Jeśli chodzi o stabilne źródła sterowalne, zbudowano w Polsce węglowy monopol.

Reklama

Reklama

Oczywiście, nie twierdzę, że nie powinniśmy jako kraj korzystać z węgla kamiennego i brunatnego, którego natura nam nie poskąpiła, tyle, że nigdy z samego węgla! Należało znacznie wcześniej zacząć w Polsce choć częściową dywersyfikację źródeł energii, czego próby były podejmowane, ale zarazem niszczone przez polityczne układy i lobbystyczne wpływy. Przykładem tego choćby los pierwszej w kraju elektrowni jądrowej w Żarnowcu, budowanej w latach 80-tych, prawie wyłącznie o własnych siłach. Przesłanki decyzji o jej likwidacji z 4 września 1990 nie wytrzymują krytyki w świetle faktów – więcej na ten temat w opartej na dokumentach książce „Odkłamać Żarnowiec”  mojego autorstwa.

Poza węglem, który miał zawsze silne wsparcie o charakterze politycznym, rozwijano w naszym kraju źródła odnawialne, ale niemal wyłącznie słoneczne i wiatrowe. Robiono to bardzo intensywnie zwłaszcza po 2000 roku. Jednocześnie intensywnie budowane były w tym czasie polityczne wpływy, mające tą branżę wspierać. Tyle, że rozwój energetyki odnawialnej w Polsce nie dotyczy zupełnie najbardziej stabilnych źródeł, jakimi są hydroelektrownie. Te nie dysponowały politycznym wsparciem, stąd na dzień dzisiejszy udział elektrowni wodnych w wytwarzaniu energii  to u nas poniżej 2%.

Wspomnieć należy, iż zarówno branża węglowa jak i OZE korzystały przez cały okres swojego rozwoju jak i korzystają nadal, z szerokiego wsparcia z pieniędzy podatników. To wszystko spowodowało, że w bieżącym roku dotkną nas znaczące podwyżki cen energii elektrycznej, których negatywne skutki są nawet trudne do przewidzenia w całości, a w najbardziej pesymistycznym wariancie mogą wręcz położyć całkowicie nasz gospodarczy rozwój. Niestety, przy obecnym stanie i strukturze energetyki, żaden rząd nie obroni nas przed tymi dodatkowymi kosztami, jakie zapłacimy za prymat prywaty nad interesem państwa. Choć próbowano w zeszłym roku podwyżki cen zamrażać, problemy wróciły ze zdwojoną siłą. Przy ¾ energii pozyskiwanej z węgla i unijnej polityce opłat za emisję CO2, będzie musiało być coraz drożej. A przecież o tej unijnej polityce wiedziano już od dawna, również przed naszym wstąpieniem do tej organizacji w 2004 roku. Wniosków nie wyciągnięto, a jeśli pojawiały się jakieś bardziej trzeźwe głosy o konieczności dokonania zmian, były szybko tłumione.

Intensywna rozbudowa wiatraków i paneli fotowoltaicznych tylko w bardzo niewielkim stopniu jest w stanie sytuację zmienić. Źródła te są, jak pokazuje praktyka bardzo niestabilne, trudno przewidywalne,  wymagające rezerwy mocy stabilnych, gotowych w każdej chwili do dostarczenia niezbędnej energii i pokrycia zapotrzebowania. Są to głównie moce oparte o spalanie gazu,  również emisyjne, choć o połowę mniej niż węgiel (emisja CO2). Jest to niezbędne zabezpieczenie, wobec braku jak dotąd odpowiednio wydajnych i opłacalnych magazynów energii, także inżynierskich niedostatków technologii wodorowych, nad którymi trzeba jeszcze sporo pracować. W praktyce w układzie gaz – wiatr – słońce większość energii w ciągu całego roku pochodzić musi ze spalania gazu, co wynika z niskiej efektywności wiatraków lądowych i fotowoltaiki.

Mimo ponad 6 GW mocy zainstalowanej w wiatrakach, oraz 3,4 GW w fotowoltaice, nie uniknięto poważnych kłopotów w wyniku awarii kilku naraz bloków węglowych ostatniego lata w dniu 22 czerwca, gdy cena rynkowa energii skoczyła do 1489 zł/MWh. Nie pierwszy raz zresztą, bo w sierpniu 2015 roku mieliśmy podobną sytuację, i w międzyczasie jeszcze kilka razy na mniejszą skalę. Przed całkowitym załamaniem się systemu ratował nas tylko interwencyjnie uruchomiony import energii z zagranicy.

Na to wszystko nakłada się drastyczny wzrost kosztów wydobycia węgla kamiennego, rosnący jego import, wyczerpywanie się złóż węgla brunatnego, przy rosnących kosztach społecznych i środowiskowych uruchamiania nowych odkrywek. Rosnący udział źródeł odnawialnych natomiast w sposób nieunikniony spowodować musi wzrost udziału spalania gazu, który importujemy z zagranicy w lwiej części. I to właśnie gazem jak się wydaje, Pan Premier Jerzy Buzek chce zastępować węgiel, nie dostrzegając, że tak silne uzależnienie od jego importu godzi w nasze bezpieczeństwo energetyczne, jak również nie zapobiega podwyżkom cen z uwagi na emisyjność tego źródła. Tymczasem udział energetyki jądrowej zdecydowanie obniża konieczne ilości gazu do zaimportowania przez nasz kraj, choć należy założyć, że jego zużycie i tak wzrośnie w porównaniu z obecnym stanem rzeczy. Import paliwa gazowego liczony jest w miliardach metrów sześciennych każdego roku (dziś ok. 12 mld), gdy tymczasem niezbędne paliwo jądrowe do wymiany w reaktorach co najwyżej w dziesiątkach ton rocznie (objętość kilku metrów sześciennych).

Nakłada się na to wszystko nasze energetyczne ubóstwo, czyli bardzo niewielka ilość energii elektrycznej zużywanej w naszym kraju, w porównaniu z tym, co ma miejsce za granicą. Chodzi o ilość energii przypadającą na mieszkańca, co wiąże się z jej ceną. Bardzo radykalnie utrudnia to walkę ze smogiem, bo skłania ludzi do zabezpieczania potrzeb energetycznych w inny sposób, jak prymitywne domowe piece na paliwa stałe, będące zresztą odmianą energetyki rozproszonej, prosumenckiej – wytwarzanie energii na własne potrzeby. W krajach o rozwiniętej energetyce jądrowej zjawisko palenia w domowych piecach praktycznie nie występuje, a domy i mieszkania ogrzewa się tanim prądem – choćby w Szwecji czy Francji!

Kontynuowanie tego, co miało miejsce dotychczas jest tak drastycznie sprzeczne z narodowym interesem kraju, powoduje taki wzrost zagrożeń dla gospodarki, i obciążeń dla społeczeństwa,  że cześć klasy politycznej związanej z obecnym obozem rządzącym zaczęła to wreszcie dostrzegać.  Odpowiedzią na to ma być PEP 40 czyli dalekosiężny program rozwoju sektora energetycznego do roku 2040, którego częścią jest PPEJ.

Realizacja tego ostatniego teoretycznie zaczęła się znacznie wcześniej, ale w praktyce program był opóźniany i właściwie zawieszony w próżni z przyczyn politycznych, przez ostatnie 10 lat. Od spółki PGE EJ1 nie egzekwowano wykonania niezbędnej pracy, zwłaszcza w okresie rządów PO-PSL. A i obecny rząd miał inne priorytety, jak ratowanie górnictwa, czy budowa gazociągów, a nie energetyka jądrowa. Teraz dzięki rozmowom z amerykanami jak się wydaje PPEJ ma szansę wejść w fazę realizacji, choć do rozwiązania jest szereg spraw typu finansowanie, szkolenie kadr, uproszczenie i skrócenie procedur przygotowawczych (nie mamy czasu na zbędną biurokrację), czy nawet odpowiednie informowanie społeczeństwa w mediach na temat energii jądrowej. Trzeba też załatwić sprawę lokalizacji, a właściwie oficjalnie ją ogłosić, bo w zasadzie jest i tak przesądzona – to gmina Choczewo na Pomorzu oraz Bełchatów jako miejsce drugiej elektrowni.

Ponieważ zostało sprecyzowane , że zastosowana ma zostać technologia PWR, czyli wodno-ciśnieniowa, w grę wchodzą partnerzy z Francji (reaktor  EPR o mocy 1650 MW), Korei Płd. (reaktor APR o mocy 1400 MW) czy USA (reaktor Westinghouse 1100 MW). Są to porównywalne technologie, przy czym Francuzi pracują jeszcze nad uproszczeniem konstrukcji EPR.  Która z nich nie zostałaby wybrana, będą to bloki nie prototypowe, ale takie które już na świecie zostały zbudowane i pracują. Realizować je mają konsorcja o dużym doświadczeniu w budowie tego typu obiektów, a wraz z każdym kolejnym uruchomionym reaktorem koszty budowy spadają, następuje bowiem standaryzacja wielu elementów i czynności. Gdyby energetyka jądrowa nie była opłacalną, jak twierdzą jej przeciwnicy, nie przechodziłaby obecnie coraz intensywniejszego rozwoju na świecie, a właściciel zakładów Synthos w Oświęcimiu Michał Sołowow, nie zamierzałby budować reaktora za własne prywatne pieniądze!

W okresie II Rzeczypospolitej, kraju biedniejszego niż współczesna Polska, realizowane były wielkie inwestycje na porównywalną skalę – budowa Gdyni czy COP. Ale wówczas więcej było wiary we własne siły i możliwości, więcej entuzjazmu na fali odzyskanej niepodległości. I tego nam właśnie dziś najbardziej trzeba, uwierzyć we własne siły, jak Minister Kwiatkowski, co jest jednym z kluczy do osiągnięcia sukcesu. Także sukcesu transformacji energetycznej i  uruchomienia elektrowni jądrowych.

Mgr inż. Jerzy Lipka, autor jest absolwentem kierunku Energetyka Jądrowa na wydziale MEL Politechniki Warszawskiej – studia podyplomowe.

Energetyka24
Energetyka24
KomentarzeLiczba komentarzy: 29
rmarcin555
piątek, 15 stycznia 2021, 09:39

Robienie z budowy EA jakiegoś dogmatu jest błędem. Polska musi zbudować system energetyczny. To czy będzie w nim miejsce na EA to jest jedno z pytań. Obecnie jest duży ruch w temacie nowych reaktorów. Niestety najbardziej zaawansowany projekt (NuScale), powstanie najwcześniej w 2030 roku. Ostateczny koszt też nie jest znany. Miało być 3mld USD, a mówi się ostatnio o 6ściu. Przy mocy 720MW to powiedzmy to szału nie ma. Zaletą jest oczywiście modularność - można wyłączać pojedyncze bloki 60MW. Drugą zaletą jest znacznie większe bezpieczeństwo zapewniane przez pasywne systemy. W moim odczuciu to rekompensuje wysokie koszty. Ale nadchodzą inni w tym projekty oparte o cykl torowy. Dlatego uważam, że pchanie się obecnie w budowę PWR w sytuacji, gdy nie mamy na to pieniędzy (bo nie mamy) nie ma sensu. Według zapowiedzi rządu pierwszy (tak, pierwszy) blok miałby być oddany w 2033. To za długo. Potrzebujemy czystej energii na już. Bo przemysł ucieknie. OZE niestety nie są rozwiązaniem, bo koszt magazynów energii (akumulatorów) jest o rząd wielkości za wysoki.

Jerzy Lipka - Obywatelski Ruch na Rzecz Energetyki Jądrowej
poniedziałek, 18 stycznia 2021, 17:01

Polska nie zbuduje sensownego systemu energetycznego bez elektrowni jądrowych w miksie, więc szkoda czasu na dalsze rozważania, tylko trzeba brać się ostro do roboty! Są w Polsce ludzie znający się na rzeczy, którzy mogą odpowiednio pokierować sprawami, a konsorcjum, jakie byśmy nie wybrali do samej budowy, zbudowało już wiele tego typu obiektów na świecie. Sam czas budowy to 6-8 lat, mówię z nadwyżką, bo Koreańczycy z południa zapewniali na konferencji w Warszawie 5 grudnia 2019 że są w stanie w Polsce postawić w pięć lat jeden blok APR o mocy 1400 MW. Cena za dwa bloki łącznie o mocy 2800 MW, mogące dać nawet 24 TWh energii elektrycznej rocznie, czyli kilkanaście procent obecnego zapotrzebowania, mogą zbudować łącznie za 20 mld USD. Czas realizacji łącznie obu bloków 10 lat. Oczywiście strona polska w ramach negocjacji może jeszcze trochę tę kwotę obniżyć, to propozycja wyjściowa Koreańczyków. Zobaczymy, co przedstawią zresztą wkrótce Francuzi i Amerykanie, wybierzmy najlepszych! Szkoda czasu i szkoda Polski, każdy rok bez atomu to miliardowe straty spowodowane dodatkową emisją CO2, której koszty też będą rosły!

rmarcin555
wtorek, 19 stycznia 2021, 13:52

@Jerzy Lipka - Obywatelski Ruch na Rzecz Energetyki Jądrowej. Koreańczycy mogą sobie mówić, doświadczenie pokazuje, że należy raczej spodziewać się opóźnień. I najważniejsza sprawa: nie mamy pieniędzy na budowę.

Jerzy Lipka - Obywatelski Ruch na Rzecz Energetyki Jądrowej
poniedziałek, 25 stycznia 2021, 16:36

Koreańczycy nie tylko mówią, ale pokazali to w realu, że budują bez opóźnień! Przykład to właśnie inwestycja w ZEA. Pieniądze na budowę są, to kwestia priorytetów, a nie pieniędzy. Bo na elektrownie jądrowe mogą sobie pozwolić kraje, o mniejszych możliwościach finansowych niż Polska, np Rumunia, Bułgaria, Bangladesz.

GorzkaPrawda
wtorek, 12 stycznia 2021, 17:30

"z każdym kolejnym uruchomionym reaktorem koszty budowy spadają" - no litosci, ale jak to sie ma do rzeczywistosci? O jakim by sie reaktorze nie czytalo, poza moze w Chinach, to koszty leca w gore przez sufit, a terminy maja rownie koszmarne obsuwy. Np. "wikipedia Hinkley Point C". Dopoki wykonawca i urzedas z rodzina nie bedzie mial klauzuli: kasa po wykonaniu zadania pod klucz, albo szafot; to tak wlasnie bedzie. Nikt nie jest odpowiedzialny, "nie dalo sie przewidziec". A pieniazki poplynely. Zeby nie bylo - jestem zwolennikiem wybudowania w Polsce elektrowni jadrowych - ale z akumulatorem na imponderabiliach wszystkich za to oplacanych.

EINSTEIN III
wtorek, 12 stycznia 2021, 17:04

Żadna technologia produkcji energii elektrycznej z zamiarem jej wprowadzenia do sieci elektroenergetycznej nie ma racji bytu w sytuacji, gdy sam transport 1kWh wynosi 24 grosze. W najbliższych latach, każdy Użytkownik otrzyma własne źródło czystej energii, płacąc za 1kWh 6 groszy.

rmarcin555
wtorek, 12 stycznia 2021, 11:13

Widzę, że trzeba pisać do znudzenia. 1) Koszt standardowej elektrowni atomowej to 5mld za 1GW. 5x więcej niż gazowej. 2) Czas budowy to 6 lat przy bardzo dobrych wiatrach. 3) Koszt utrzymania jest wysoki bo trzeba spełniać wyśrubowane "atomowe" normy. 4) Potrzebny jest bardzo drogi personel. 5) Elektrownia może i jest ekologiczna, ale prąd z niej drogi. Praktycznie wszystkie nowe reaktory/elektrownie wymagały jakichś gwarancji ze strony państwa. 6) Reaktory się starzeją, a temat naprawy nie jest opanowany (neutron flux). 7) Koszt energii musi zawierać w sobie koszt późniejszej rozbiórki elektrowni. 8) Problem składowania odpadów: nie jest ich dużo, ale na tę chwilę trzeba je składować przez setki lat. 9) Nie można łatwo sterować mocą elektrowni atomowej, co sprawia, że nie są one w stanie współpracować z OZE. 10) Najważniejsze: POTRZEBUJEMY TANIEJ I CZYSTEJ ENERGII NA WCZORAJ, bo przemysł zdechnie. Jeżeli pan mgr inż. Lipka potrafi wyciągnąć EA z kapelusza to niech to zrobi. W przeciwnym wypadku należy rozważyć inne opcje. Należy zacząć od "góry" czyli zaplanować cały system.

środa, 13 stycznia 2021, 22:07

Do znudzenia powtarzam niereformowalnym przeciwnikom atomu, że najtańszą energię w Europie i najczystsze środowisko naturalne, najbardziej zdekarbonizowane są kraje posiadające duży udział energii atomowej. A przeciwnie kraje jak Niemcy czy Dania mają najdroższy prąd w Europie dla indywidualnych odbiorców, więcej węgla spalają, także gazu emisyjnego no i mają wyższą emisję! Dane statystyczne to pokazują, zajrzyjcie sobie!

rmarcin555
czwartek, 14 stycznia 2021, 08:40

@Panie anonim. Te elektrownie były budowane w innych czasach. I muszą być zastępowane nowymi. I tu pojawia sie problem. Bo nowe reaktory są koszmarnie drogie, więc firmy prywatne żądają gwarancji cen energii. Gdy doda się do tego spadające koszty instalacji OZE to robi się jeszcze ciekawiej. I najważniejsze: jeśli dzisiaj zaczniesz budowę, to elektrownia atomowa będzie gotowa za 6 lat pod warunkiem braku jakichkolwiek opóźnień. Co zamierzasz robić do tego czasu, gdy cena energii skoczyła w tym roku o 30%

Jerzy Lipka - Obywatelski Ruch na Rzecz Energetyki Jądrowej
poniedziałek, 25 stycznia 2021, 16:50

Skoczyła cena i jakoś OZE temu nie zapobiegło, mimo dynamicznego rozwoju i zainstalowania ponad 10 GW w wiatrowych i fotowoltaice. I pomimo rzekomo spadających kosztów. Ja znam na to odpowiedź, lobbyści lubią część kosztów ukrywać, np koszty współpracy z siecią, a ponadto nie mówią, jak mała jest wydajność tych źródeł w praktyce. Moc wielka, a energii ile kot napłakał. Przy 10 GW energetyki jądrowej nasz mix energetyczny byłby o klasę lepszy niż obecnie! A co do kosztów, proszę policzyć ile kosztuje nas brak energetyki jądrowej! Ja podpowiem. Już nawet 1 blok energetyczny jądrowy wytwarzałby co najmniej 8 TWh energii rocznie (Westinghouse), a obecne koszty emisji CO2 to już 35 euro za każdą tonę! I rosną. Do wytworzenia 1 MWh energii stare bloki węglowe, mające być zastąpione przez atom w pierwszej kolejności emitują aż 1 tonę CO2. Czyli do wytworzenia tych 8 TWh energii rocznie, przy braku EJ emitują 8 mln ton CO2. Więc przy cenie CO2 35 euro mamy 280 mln euro strat każdego roku, z powodu nie posiadania choćby jednego bloku jądrowego. To ponad 1 mld 200 mln zł. W rzeczywistości trochę mniej, bo raz na półtorej roku jest częściowa wymiana paliwa, elektrownia nie pracuje przez 40 dni. Więc co drugi rok te straty są o ok 11% mniejsze od wyliczonych przeze mnie. Ale to i tak bardzo dużo! Tego się w ogóle nie liczy i w ogóle nie mówi o tym. Proszę więc to zestawić z kosztami wybudowania bloku jądrowego, okaże się, że zwróci się znacznie szybciej! Tym bardziej, że w roku 2030 spodziewany jest wzrost cen uprawnień do emisji CO2 nawet dwukrotnie, więc dwukrotnie wzrosną straty dla Polski!

Jerzy Lipka - Obywatelski Ruch na Rzecz Energetyki Jądrowej
czwartek, 14 stycznia 2021, 13:30

Koszty morskiej energetyki wiatrowej są absolutnie porównywalne z kosztami programu jądrowego. A moc zainstalowana nawet w morskich wiatrakach nie równa się mocy w elektrowniach atomowych, bo te dadzą znacznie więcej energii, wtedy, gdy jej potrzebujemy. Podkreślam to ostatnie. A co do czasu, to trzeba przestać gadać i lobbować, brać się do roboty. Wy za technologie OZE i magazyny energii, my za atom, nie przeszkadzając sobie nawzajem i bez negatywnego lobbingu przeciw drugiej stronie.

Jan B
niedziela, 17 stycznia 2021, 00:00

Zapomniał pan o jednym aspekcie mocno istotnym: morskie elektrownie wiatrowe wytrzymują eksploatację w okresie 20lat, elektrownie jądrowe mają szanse dożyć 80 lat eksploatacji.

rmarcin555
wtorek, 19 stycznia 2021, 14:13

@Jan B. To super. Ile czasu potrzeba na wybudowanie wiatraka, a ile na wybudowanie elektrowni atomowej. Ile czasu będzie się amortyzował wiatrak, a ile zajmie amortyzacja EA? 80 lat? Super. Ile będzie kosztowało utrzymanie tej elektrowni w ruchu, czyli ręczne dorabianie części, płacenie kroci za serwisowanie starego oprogramowania i tak dalej? Czy elektrownia dalej będzie wtedy rentowna?

Jerzy Lipka - Obywatelski Ruch na Rzecz Energetyki Jądrowej
poniedziałek, 25 stycznia 2021, 16:56

A ile energii jest z tego wiatraka przez cały okres jego funkcjonowania, a ile z elektrowni jądrowej tej samej mocy? Kiedy ta energia jest dostępna? I co za tym idzie, niech Pan doliczy koszty źródeł bilansujących system, a nie samego tylko wiatraka!

Jerzy Lipka
czwartek, 14 stycznia 2021, 13:07

Spadek cen instalacji OZE dotyczy tylko jednej kategorii kosztów - inwestycyjnych! Natomiast koszty współpracy z siecią, koszty równoważenia i bilansowania dostaw energii z zapotrzebowaniem nie tylko nie spadają, wraz ze wzrostem udziału OZE w systemie, ale wręcz przeciwnie, wykładniczo rosną! Podawanie za przykład wyłącznie kosztów inwestycyjnych to manipulacja, bardzo często stosowana przez lobbystów, którzy o jednych kosztach mówią, wręcz je przesadnie oceniają, o innych nie wspominają nic. Takie mają metody dezinformacji.

rmarcin555
wtorek, 19 stycznia 2021, 13:54

@Jerzy Lipka. Koszty magazynów energii spadają jeśli mówimy o bateriach. Oczywiście ciągle są zbyt wysokie do masowego stosowania.

Jerzy Lipka
środa, 13 stycznia 2021, 22:03

Od początku! Koszt elektrowni jądrowej który ponosimy to koszt źródła które będzie działać 80 lat lub więcej. Zamortyzowany zostanie po około 15 - 20 latach. Elektrownia gazowa jest tańsza w budowie ale jej eksploatacja, szkoda gadać. Przy mocy 1 GW i produkcji energii ok 7 TWh rocznie potrzebuje aż miliarda metrów sześciennych gazu! Cały polski obecny import to ok 12 mld metrów sześciennych. Już to pokazuje, jak duże byłoby dodatkowe uzależnienie od importowanego gazu. Komu na tym zależy? Koszt bierzącej pracy i eksploatacji jest bardzo niski w porównaniu z innymi źródłami, poza może energetyką wodną. To nie licząc spłacanego kredytu ok 100 zł/MWh. Przy gwarancjach ze strony państwa kredyt może być nisko oprocentowany i wtedy mamy koszt ok 150 zł/MWh. Elektrownia jądrowa o mocy 1GW potrzebuje mniej niż 30 ton paliwa rocznie na wymianę. Taka sama węglowa aż 2,5 miliona ton węgla kamiennego! Atomowa bije na głowę konkurencję w kwestii eksploatacji. I daje tanią energię elektryczną, przykłądy Francja, Szwecja, gdzie mieszkałem i wiem, tam grzeje się mieszkania tanim prądem z atomu! Co do gwarancji ze strony państwa, to dziś wspiera ono hojnie branżę węglową oraz OZE szerokim strumieniem pieniędzy i przywilejów. Zastrzeżenia jak widzę budzi tylko pomoc dla atomu, bo dla węgla i OZE już nie. Wbrew temu co pisze przedmówca temat remontów bloków jądrowych jest opanowany. Na świecie działa 458 reaktorów i 50 jest w budowie. Koszt energii właśnie zawiera w sobie już koszt rozbiórki, tak jest tylko w przypadku elektrowni jądrowej, we wszystkich innych koszty te spadają na podatników! Gdyby zamiast głupio gadać bez sensu budować w tym czasie elektrownię, pożytek byłby większy i byłoby szybciej. Sama budowa 6 lat, a procedury poprzedzające można skrócić. Lobbyści zawsze będą uzasadniać że atom nie opłaca się, podobnie jak właściciel jedynego dotąd sklepu na osiedlu zawsze będzie uzasadniał, że tylko jego sklep wystarczy, żaden inny nie jest potrzebny. I będzie wynajdował dziesiątki argumentów. To znane i opisane dawno zjawisko, nikt nie lubi konkurencji na rynku. I to jest podłoże anty-atomowej opozycji!

rmarcin555
czwartek, 14 stycznia 2021, 08:56

@Jerzy Lipka. 15-20 lat to kupa czasu. WIęc nie wiadomo co będzie wtedy. W czasie pandemii rentowność niektórych elektrowni atomowych zjechała do zera. EA pewnie może pracować 80 lat, pewnie nawet i 100, ale z każdym rokiem koszt jej utrzymania będzie rósł. To jest normalne starzenie się technologii. Temat remontu reactor vessel wcale nie jest opanowany. Przynajmniej nie na zachodzie. Są pewne próby z wyżarzaniem. Koszt rozbiórki EA jest nieporównywalny z kosztem rozbiórki elektrowni węglowej, dlatego od początku jej pracy pieniądze są odkładane na ten cel. 6 lat to jest sama budowa. Jest jeszcze przygotowanie, oddanie i rozruch. Rozruch to około roku. Wystarczy spojrzeć na ostatnio oddane reaktory - Białoruś, Chiny czy ZEA. Więc powiedzmy sobie szczerze patrzymy na perspektywę 8 lat minimum. A co do tego czasu zamierzacie robić z energią dla przemysłu?

zzz
sobota, 16 stycznia 2021, 00:47

A czemu pytasz o zamierzenia osobę która nie ma do tego kompetencji? Zapytaj rządzących 17 lat temu dlaczego nie myśleli o tym co będzie dziś tylko cieszyli się że udało się uzyskać 10 lat okresu dostosowawczego które oczywiście po polsku zmarnowano ciesząc się dopłatami UE do wszystkiego. Teraz pora oddawać z procentem te wszystkie dopłaty i zapomnieć że dostajemy coś za darmo. Nikt nikomu nic za darmo nie da. Jeśli sam nie zrobisz (prądu z EJ) nie będziesz go miał. Wiatraki nie służą energetyce tylko temu żeby (z moich, twoich , każdego z nas płaconych podatków) oddać część dla wiatraków zamiast na rozwój czegokolwiek innego (szkolnictwa, przemysłu, wojska, policji, zdrowia itp). Wiatraki to hamulce rozwoju. Ciekawe ile z nich by działało gdyby nie dotacje. Pewnie tak jak w USA po zakręceniu kurka z dotacjami pozostało na rynku około 20% farm wiatrowych. Jeszcze jedno - dlaczego Francja, Wielka Brytania, USA, Rosja, Chiny już planują budowę przemysłowych reaktorów opartych na fuzji? Bo ta technologia to przyszłość. Elektrownie atomowe to codzienność dla wielu ludzi i szansa na tanią energię. Gdyby było inaczej to po co (biedne) kraje Afryki interesowały by się tą technologią? Mogli by tak jak Niemcy nastawiać sobie milion wiatraków. Tylko że zamiast miliona wiatraków łatwiej i taniej i oszczędniej zwłaszcza ze względu na teren zbudować 8 bloków jądrowych. Wiatraki na morzu to też nic dobrego choć tam częściej wieje i % wykorzystania będzie na pewno dużo większy niż średnia z lądu wynosząca dla Polski około 20% czasu .

Jerzy Lipka - Obywatelski Ruch na Rzecz Energetyki Jądrowej
poniedziałek, 25 stycznia 2021, 17:01

Gdybym jednak miał realną władzę, taką decyzję podjąłbym już dawno, dziś uruchamialibyśmy reaktor. Jestem do tego przekonany.

rmarcin555
wtorek, 19 stycznia 2021, 13:58

@zzz. Nikt nie wybuduje elektrowni atomowej bez dopłat. Wystarczy spojrzeć na problemy UK z nowymi projektami. Chiny mogą sobie planować przemysłową budowę reaktorów fuzyjnych. Fuzja to zawsze jest technologia przyszłości tak już z 50 lat lub dłużej. Nie jestem fanem OZE, ale Polski nie stać i nie ma czasu na budowę elektrowni atomowej. Czy naprawdę ludzie nie rozumiecie, że jedyny problem z budową elektrowni atomowej w PL jest jeden i ten sam od lat: brak pieniędzy.

war
poniedziałek, 11 stycznia 2021, 19:01

baju baju będziesz w raju w polskich warunkach nie opłaca się atom !!! i włodarze tego kraju o tym wiedzą tylko jest problem lobby z zachodu za wszelką cenę chcą zmusić nas by wydoić kasę z Polaków . Śmierć Pana prof. Szyszki to miód na serca takowych lobbystów , jedyny człowiek który by mógł uratować Polskę przed wydojeniem z kasy i żadne wyśmiewanie czy odbieranie kompetencji Panu Profesorowi nie zmieni faktu , że był najwybitniejszym naukowcem w ostatnim czasie w Polsce . Posłuchać na youtubie wypowiedzi Profesora to zrozumiecie cymbały jak w prosty tani sposób chciał uratować polską gospodarkę w transformacji zielonego ładu

wtorek, 12 stycznia 2021, 00:02

Wam to się tylko węgiel (z Rosji) oplaca i palenie śmieciami...

Jerzy Lipka
poniedziałek, 11 stycznia 2021, 21:23

Nic nie wiem o Panu Szyszce. Wiem jedno! Nikt nie ma prawa za ponoca metod administracyjnych i politycznych ograniczac rozwoju innych technologii, niz te ktore sam popiera. Mieszkajac tu w Polsce mamy jednakowe prawa,i sa tu ludzie, calkiem sporo, ktorzy atom popieraja i chca uruchomienia takich elektrowni w Polsce. Oni nie maja mniejszych praw, niz zwolennicy wiatrakow czy wegla. Co do tej oplacalnosci dyskutowalbym z Panem. Mam dostem do opracowan rzadowych, ktore mowia co innego. A jak ktos jest tchorzem i sie boi lobbystow nie powinien sie pchac do wladzy. Takich politykow nie chcemy.

Tweets Energetyka24