Gryszczuk: Powinniśmy wygasić Turów do 2035 roku [KOMENTARZ]

11 czerwca 2021, 11:56
brown-coal-282960_1920
Fot. Pixabay
Energetyka24
Energetyka24

Międzynarodowy konflikt wokół Turowa narasta i od ponad dwóch tygodni, mimo wysiłków rządu polskiego, nie udaje się go opanować. Nie dość, że 21 maja wydane zostało postanowienie TSUE nakazujące Polsce natychmiastowe zaprzestanie wydobycia węgla brunatnego, to na dodatek wczoraj gruchnęła wiadomość o wysokości kary za każdy dzień zwłoki w jego wykonaniu. Jest to aż 5 mln Euro - mówi Albert Gryszczuk.

Analiza ostatnich wydarzeń skłania nas do wyciągnięcia, co najmniej dwóch wniosków:

- Strona czeska (wsparta przez instytucje europejskie) wykazuje wysoką determinację w działaniu na rzecz likwidacji kombinatu PGE Turów.

- Brak szybkiego rozwiązania i pozyskania przychylności Komisji Europejskiej przez stronę polską, może spowodować niepowetowane straty, nie tylko dla regionu turoszowskiego, ale też i całej polskiej energetyki.

Musimy zdać sobie jednak sprawę, gdzie leży sedno problemu. Czy nie należałoby przyspieszyć procesu wygaszania kompleksu Turów, ale nie pod dyktando Czechów, a na naszych zasadach, w oparciu o lokalną strategię i we współpracy z samorządami, które podstawy tej strategii już wypracowały?

Jeżeli transformacji w Turowie nie przeprowadzi się w sposób zaplanowany i systemowy, kombinat może stać się kolejnym symbolem upadku polskiego górnictwa. Zdaniem samych władz PGE, groźba gwałtownego wyłączenia kompleksu energetycznego dostarczającego do 5% energii zużywanej w Polsce, trafiającej do 3 mln gospodarstw domowych, niesie za sobą konsekwencje porównywalne z pandemią. Zamknięcie kopalni oznacza w praktyce wyłączenie również elektrowni w Turowie, a w efekcie zagraża bytowi nawet kilkudziesięciu tysięcy Polaków, którzy stracą środki do życia.

image

 Reklama

Realna data, która pozwalałaby na zamknięcie kopalni bez uszczerbku dla polskiego systemu energetycznego to rok 2035. Wynika to chociażby z możliwości zastąpienia mocy elektrowni konwencjonalnej poprzez lokalne źródła OZE, co potwierdzają analizy eksperckie. Skokowy rozwój technologii, jaki obserwujemy aktualnie, może ten proces jeszcze przyśpieszyć. 

Warto podkreślić, że nawet mieszkańcy powiatu zgorzeleckiego, wykazują duże zrozumienie problemu i potrzebę transformacji. W przeprowadzonym w marcu bieżącego roku sondażu, blisko połowa z nich poparła pomysł wygaszenia kopalni właśnie do roku 2035. O ile oczywiście, wiązałoby się to z pomocą finansową Komisji Europejskiej.

Korzyści płynące z decyzji o wygaszeniu Turowa do 2035 roku

Plan wygaszenia kombinatu do 2035 roku spowodowałby przede wszystkim pozyskanie przychylności Komisji Europejskiej. Wskazują na to liczne sygnały, płynące już od wielu miesięcy, ze strony urzędników specjalizujących się w tematyce węglowej Unii. Jasna deklaracja zarządu Turowa dałaby możliwość skorzystania z funduszy przeznaczonych na transformację energetyczną. Sama tylko Platforma Wsparcia Regionów Górniczych w Transformacji będzie dysponować budżetem około 5 mld Euro. Doraźnie, deklaracja wytrąciłaby też stronie czeskiej jej kluczowe argumenty w procesie przed TSUE, który jest wciąż w toku. Jeżeli chodzi o aspekt czysto finansowy, plan wygaszania pozwala na uniknięcie kosztów, jakich wymagałoby zniwelowanie negatywnego wpływu kopalni na tereny naszych sąsiadów przez kolejne 23 lata (do 2044).

Biorąc pod uwagę krytyczną sytuację w jakiej już znajduje się Turów, wobec postanowienia TSUE i wysokości dziennych kar, trudno sobie wyobrazić, aby przy deklaracji systemowego wygaszania kopalni i zmniejszania emisji CO2, Unia Europejska nie wsparła tego procesu.

Sytuacja nasza jest wręcz analogiczna do pandemii, w obliczu której UE zdecydowała się uruchomić specjalne fundusze.

Jak przebiega transformacja podobnych do Turowa obszarów?

Aby spełnić warunki Porozumienia Paryskiego,  Polska powinna odejść od węgla do 2030 roku wynika z opublikowanego jeszcze w ubiegłym roku raportu Fundacji  Instrat  “2030. Analiza dot. granicznego roku odejścia od węgla w energetyce w Europie i Polsce”.  Szanse, aby w zaledwie dziewięć lat dokonać całkowitej dekarbonizacji sektora energetycznego są raczej niewielkie, jednak jak obrazuje to przykład Niemiec, działania w tym kierunku należy podjąć już teraz i nie muszą oznaczać pauperyzacji regionów węglowych.

Z oficjalnie dostępnych danych wynika, że 8 najstarszych i najbrudniejszych bloków niemieckich elektrowni, zostanie zamkniętych już do końca 2022 roku. Wraz z kolejnymi wyłączeniami mniejszych elektrowni, pozostałe moce węgla brunatnego mogą zostać zredukowane do 15 GW, do końca 2022 r. Kolejnych dziesięć bloków elektrowni zostanie wyłączonych z eksploatacji do 2030 r. Pozostałe jedenaście innych bloków elektrowni na węgiel brunatny zostanie następnie zamkniętych najpóźniej do 2038 roku (a wiele wskazuje na to, że nawet do 2035).

Operatorzy elektrowni na węgiel brunatny mają otrzymać łącznie 4,35 mld euro rekompensaty za przestoje. Warto podkreślić, że nawet w Niemczech przestoje od 2030 r. nie będą już rekompensowane. Dlatego tak ważne jest, aby decyzję o wygaszaniu Turowa podjąć już teraz.

Nie tylko w Niemczech, ale też Wielkopolsce Wschodniej uczestnicy transformacji trzymają się twardej rzeczywistości. Prywatny inwestor i właściciel koncernu ZE PAK podjął decyzję, że w ciągu najbliższych pięciu lat działalność oparta o wydobycie i spalanie węgla zostanie ograniczona o ponad połowę, a ostatnia elektrownia Pątnów II i odkrywka Tomisławice zostaną zamknięte do 2030 r. W zamian powstaną wiatraki, fotowoltaika i biogazownie, ale miejsc pracy przy ich powstaniu zapewne nie starczy dla wszystkich. Dlatego związki zawodowe w imieniu pracowników szukają alternatyw dla zatrudnienia i możliwości sfinansowania nowych miejsc pracy. Bardzo dobry przykład dla Turowa dał we wtorek kombinat w Bełchatowie. Polska Grupa Energetyczna odniosła się do, przyjętego dzień wcześniej przez zarząd województwa łódzkiego, projektu planu sprawiedliwej transformacji Zagłębia Bełchatowskiego. Zawiera on daty wygaszenia bloków energetycznych Elektrowni Bełchatów oraz termin zakończenia wydobycia węgla brunatnego w regionie bełchatowskim. Do 2036 r. ma zostać wyłączony ostatni blok bełchatowskiej elektrowni. Tym samym PGE dała szansę całemu obszarowi na skuteczne ubieganie się w o środki unijne.

Pozostaje mieć nadzieję, że zarząd w Turowie postanowi dorównać, a może nawet przebić deklarację bełchatowską. Warunki ku temu ma sprzyjające – duży potencjał dla OZE w regionie oraz gotowy plan transformacji, uzgodniony na szczeblu wojewódzkim oraz unijnym.

Albert Gryszczuk. Autor jest byłym prezesem Zgorzeleckiego Klastra Rozwoju Odnawialnych Źródeł Energii i Efektywności Energetycznej.

Energetyka24
Energetyka24
KomentarzeLiczba komentarzy: 13
Dar
niedziela, 13 czerwca 2021, 21:32

Budować nową elektrownię na złożu węgla pod Legnicą. Pokłady węgla brunatnego na Dolnym Śląsku to polisa na przyszłość polskiej energetyki - zalega tam 35 mld ton węgla brunatnego. To największe złoże w Europie. Węgiel dla elektrowni i na produkcję wodoru - tak jak w Australii

Norman
niedziela, 13 czerwca 2021, 15:26

Można wygasić jak Niemcy i Czesi swoje wygaszą.

Seba
niedziela, 13 czerwca 2021, 13:43

Czyli najnowszy, dopiero co oddany blok energetyczny chcą wygasić w 15 lat, super, warto było inwestować te miliardy.

Parsifal7
niedziela, 13 czerwca 2021, 17:01

Nikt niczego nie będzie wygaszał. Ani my nie wygasimy, ani Niemcy ani Czesi. Oni wręcz budują nowe odkrywki. To jest wszystko propaganda i próba eliminacji naszego potencjału celem uzależnienia od ruskiego gazu kupowsnego od Niemca z marżą. To o to tu chodzi a nie żadne kwestie środowiskowe. To bajka dla ubogich. To jest to samo co ze stoczniami. Chodziło o to żeby zlikwidować potencjał u nas bo Niemcy w trudnym okresie trochę doplacili i teraz u nich działa a u nas nie na już czego zagniatać. To są twarde interesy ekonomiczne i chodzi wyłącznie o to aby nie być frajerem. Oni mają swój interes a my swoj. W naszyminteresie bynajmniej nie jest aby wygaszac własny potencjał po to tylko żeby od Niemców kupować turbiny wiatrowe i gaz z Nord Stream 2 do bilansowania OZE. To jest ich interes a nie nasz. W naszym interesie jest mieć własne moce wytwórcze, własną bazę produkcyjna, stworzyć własny sektor jądrowy przy okazji projektu energetyki jądrowej i eksportować energię także do Niemiec. To jest nasz interes a nie dawać zarobić Niemcom i się od nich uzależnić energetycznie (a de facto od ruskich). Tu chodzi o taką kasę że ni będzie sentymentów a bajki o tzw. solidarnosci europejskiej to można sobie opowiadać w przedszkolu. Każdy średnio rozgarniety wie doskonale że to są komunaly niczym nie różniące się od pisanej na sztandarach w latach 80 tych wiecznej przyjaźni z ZSRR. Zmieniło się aktorzy ale cyrk został ten sam. Narracja identyczna.

Realista
sobota, 19 czerwca 2021, 17:52

Nie do końca jest tak jak mówisz. My nie tworzymy technologii i to jest błąd no poza biogazem. Ale fakt jest taki że małe elektrownie a dużo to bezpieczeństwo. Usterka 1 nie robi paraliżu. Jeśli chodzi o biogaz wystarczy żeby każde miasto odbierało materiał od ludzi czyli reszki organiczne i już tu mamy gigantyczne zaplecze w energię na cały rok. Do tego wszystko od rolników i już potencjał jest większy... OZE jest dobre ale my musimy mieć własne fabryki od a do z ... Praca dla naszych. Jest platforma Vortex o której nikt nie mówi a to może być rewolucja jeśli chodzi o wiatr. Rząd powinien mieć budżet na takie rzeczy kilka mld technologia a to jest kasa. Ale u nas węgiel i mamy co mamy.

Nysa
sobota, 12 czerwca 2021, 21:45

A co będzie gdy nie będzie świecić ani wiać ?

Berety
sobota, 12 czerwca 2021, 11:49

Pora na atom. Zrozumcie to wszyscy. Nie ma jak przechowywać i ,,wpuszczać" do sieci nadmiaru produkcji z OZE. OZE to niemiecka mrzonka a my to łykamy jak Niemcy przemówienia nazistów. Otrząśnięcie się i zobaczcie. Tylko atom.

MacGawer
niedziela, 13 czerwca 2021, 15:41

Atom słabo sie reguluje wiec nie może być uzupełnieniem OZE. W tej chwili mamy ok. 5 GW w PV i ok 7 w wiatrakach co w niektóre dni może dać 12 GW przy zapotrzebowaniu poza sezonem grzewczym na poziomie 20 GW. Za rok w/w sięgną 15 GW, a za dwa lata mogą dobić do 20-tu. I co , wtedy? Będziemy jak Francuzi wyłączali ten atom na pół roku? Jaka będzie oplacalność EJ pracującej pół roku? O spadajacym od kilku lat wydobyciu uranu nie wspominając.

Parsifal7
niedziela, 13 czerwca 2021, 16:48

Czytaj że zrozumieniem. Napisałem że atom jako trzon systemu a OZE jako bardzo dobre uzupełnienie bilansowanie częściowo gazem i częściowo węglem. Oczywiście że nsjwiekszacsorawnosc elektrownie jądrowe mają na pełnej mocy. To jest tak oczywiste że nawet nie będę o tym pisał. Dla kogoś kto choć amatorsko się interesuje tematem wiadomo o co chodzi.

MacGawer
poniedziałek, 14 czerwca 2021, 11:19

Proszę jeszcze raz zanalizować wydolność systemu przy wyżej podanych mocach OZE. Letnie zapotrzebowanie na poziomie 20 GW, a po 2030r prawdopodobnie znacznie przekroczymy 30 GW. Gdzie tu miejsce na cokolwiek innego poza wiatrakami i PV wspomaganymi klasycznymi el. szczytowymi? To nie jest teoria bo Francja z 2x większym popytem na moc i ok. 50% większą mocą wiatraków i PV niż obecnie (podkreślam: obecnie!) ma Polska coraz mocniej redukuje udział atomu. W/g serwisu "eco2mix" (oficjalne dane RTE nt. ich energetyki) w weekendowe południa EJ pracują z mocą poniżej 30 GW. W dni powszednie od wieczora do rana nie przekracza 40 GW, a oficjalna moc zainstalowana wynosi ponad 70 GW. Oznacza to, że przy naprawdę mizernym udziale OZE (50% większa moc niż obecnie ma Polska) pół atomu poszło w odstawkę.

Tweets Energetyka24