Ambasador RFN: Niemcy chronią Ukrainę… budując Nord Stream 2 [KOMENTARZ]

8 października 2020, 14:54
Zrzut ekranu 2020-10-8 o 14.52.32
Fot. Ambasada Niemiec

Rząd Niemiec przeciwdziała ewentualnym politycznym konsekwencjom Nord Stream 2… popierając Nord Stream 2 - taki wniosek płynie z wypowiedzi ambasadora Niemiec w Warszawie Arndta Freytaga von Loringhovena.

Ambasador Niemiec został w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej zapytany o poparcie Niemiec dla kontrowersyjnego projektu Nord Stream 2. „Projekt podlega unijnej dyrektywie gazowej, na której nowelizację zgodziła się także Polska. Ponadto dywersyfikacja źródeł energii odpowiada celom Unii Energetycznej – to zresztą też polska inicjatywa” - stwierdził dyplomata.

„Ważne jest dla mnie, by podkreślić, że mój rząd bardzo angażuje się na rzecz przeciwdziałania ewentualnym politycznym konsekwencjom takiego europejskiego przedsięwzięcia (w końcu w budowie Nord Stream 2 uczestniczy ponad 100 europejskich firm), na przykład w odniesieniu do tranzytu przez Ukrainę. W ten sposób pokazujemy, że jesteśmy solidarni także z sąsiednimi krajami Unii Europejskiej” - stwierdził Freytag von Loringhoven.

Powyższe wypowiedzi są - łagodnie mówiąc - niespójne logicznie. Wniosek, jaki płynie z tej wypowiedzi brzmi bowiem następująco: Niemcy starają się przeciwdziałać ewentualnym politycznym skutkom Nord Stream 2… popierając i broniąc Nord Stream 2. Berlin zatem sam sprowadza na Europę problemy, z którymi walczy. Niemiecki rząd nie musiałby bowiem np. dbać o bezpieczeństwo Ukrainy, gdyby działał przeciwko podbałtyckiemu gazociągowi.

Jeszcze bardziej kuriozalnie brzmią słowa ambasadora RFN o "dywersyfikacji źródeł energii”. Osadzenie Nord Stream 2 w tym kontekście zahacza co najmniej o manipulację. Przez gazociąg ten będą bowiem płynąć ogromne wolumeny gazu rosyjskiego, betonując rynki błękitnego paliwa w Europie Środkowej. Tymczasem Rosja już teraz jest największym dostawcą gazu do Unii Europejskiej, a Nord Stream 2 jedynie wzmocni zależność UE od tego kraju - i to kraju, który wielokrotnie udowodnił, że potrafi wykorzystywać własne surowce energetyczne jako broń polityczną.

Warto też wspomnieć, że „przeciwdziałanie ewentualnym politycznym konsekwencjom Nord Stream 2” to stwierdzenie uderzające w dotychczasową linię narracyjną niemieckiego rządu w sprawie tego gazociągu. Jeszcze do niedawna niemieckie władze federalne twierdziły, że projekt ten to wyłącznie biznesowe przedsięwzięcie prywatnych spółek, pozbawione wymiaru politycznego.

image

 

KomentarzeLiczba komentarzy: 39
Adam
poniedziałek, 12 października 2020, 13:05

Teraz wiadomo po co go przyslali

Niuniu
niedziela, 11 października 2020, 03:16

Z komentarzy kolegów wynika, że Polska i Niemcy mają ten sam pomysł na biznes. Oba kraje chcą zostać regionalnymi centrami dystrybucji gazu. tyle tylko, że Polska chce sprzedawać gaz z USA i Kataru a RFN z Rosji. Walczymy o rynki zbytu i dostawców. Czysty biznes bez grama polityki.

mc.
niedziela, 11 października 2020, 13:48

Mylisz się. Z założeń obu "pomysłów na biznes" wynika że Niemcy chcą być wyłącznym dostawcą rosyjskiego gazu dla takich krajów jak Austria, Czechy, Węgry. Natomiast polskie założenie to zostać dodatkowym dostawcą gazu dla różnych krajów. Nie widzisz różnicy ? Jeżeli Polska oferta nie będzie atrakcyjna, to kraj kupujący nie będzie zainteresowany. Jeżeli niemiecka oferta nie będzie atrakcyjna, to kraj kupujący i tak musi kupić, ale warunki sprzedaży można uzależnić od poparcia tego kraju dla różnych działań Niemców (w Europie i nie tylko). Takie działanie Niemców (bycie wyłącznym dostawcą) jest całkowicie sprzeczne z wytycznymi Unii Europejskiej.

daro
poniedziałek, 12 października 2020, 13:07

Racja. Narzucenie swojej woli innym.

m
piątek, 9 października 2020, 18:01

Jeżeli do niedawna można było traktować opinie o próbie niemieckiej dominacji nad Europą w kategoriach "teorii spiskowych" to obecnie są to sprawy oczywiste. Polska jest chwycona w kleszcze: Niemcy zaciskają pętle na szyi polskich władz przy pomocy mechanizmów UE narzucają nam swoja wolę, jedncoześnie podając przyjacielską dłoń Rosji - wojowniczą i grożącą sąsiednim państwom. Próba bliskiego sojuszu przez Polskę z USA jest jedną z niewielu możliwości wyjścia spomiędzy młota i kowadła (RFN i FR). Polska zwyczajnie tj. w przeszłości jest pozbawiona większych atutów, ale wystawiona na poważne i wielorakie zagrożenia (Niemcy są zagrozenie z przyczyn cywilizacyjnych i gospodarczych).

HeHe
sobota, 10 października 2020, 04:32

A w jakież to "kleszcze zaciskające pętlę na szyi polskich władz" została chwycona Polska? Rosja proponowała nam rozbudowę Jamału. Polskie władze odmówiły broniąc interesu władz Ukrainy. Niemcy i Rosja proponowały nam polski konektor do NS1. Spółki zachodnie razem z ruskimi zbudowały gazociąg za swoje pieniądze a my korzystalibyśmy mając gaz w cenach jaką mają Niemcy i z taką samą pewnością dostaw. Nasze władze ponownie odmówiły broniąc interesu wrogich nam władz Ukrainy. To O CO TERAZ NASZYM WŁADZOM CHODZI? Ponownie o obronę interesu wrogich nam władz Ukrainy. Poza wszystkim nie ma żadnej próby "sojuszu" Polski z USA a zamiast niej Jest serwilizm i lokajstwo którego NAJDELIKATNIEJSZYM WYRAZEM jest to, że zamiast naszego MSZ to Pompeo ogłasza, iż w Warszawie odbędzie się konferencja antyirańska a zamiast naszego MF Pence ogłasza, że polski rząd nie wprowadzi podatku cyfrowego :)

Veritas
niedziela, 11 października 2020, 17:03

Jakby Rosja płaciła za tranzyt jamałem, to można by było rozmawiać o jego rozbudowie. A tak nie bardzo było o czym. No ale dla ciebie rosyjski interes jest naważniejszy, prawda?

Omg
niedziela, 11 października 2020, 09:26

Nic dodać nic ująć.....

mc.
niedziela, 11 października 2020, 02:11

I po co te kłamstwa... Rosja zrezygnowała z budowy drugiej nitki Jamału (do czego była zobowiązana) w grudniu 1999 roku ogłaszając budowę gazociągu bałtyckiego. Pan (na szczęście były) Premier Tusk i Pan Pawlak zatwierdzili to w 2010 roku rezygnując z roszczeń. Wszelki proponowane nam "konektory" miały tylko i wyłącznie utrwalić dominację Rosjan w Polsce.

Henio
piątek, 9 października 2020, 12:17

To wszystko prawda , Ukraina nie kupuje gazu od Rosji- tym się chwali i dobrze. Ukraina kupuje gaz od Niemiec i tym tez się chwali. Aby mogła kupować wystarczające ilości gazu od Niemiec, ci musza pozyskać wystarczające ilości z Nord Stream 2. Ponieważ istnieje różnica pomiędzy ceną gazu kupowanego przez Niemcy z Rosji a ceną gazu za który Ukraina kupuje gaz z Niemiec. Niemcy mogą od czasu do czasu sprezentować zapomogę dla Ukrainy, za co ci będą im dozgonnie wdzięczni. Tak się robi interesy. Wszyscy szczęśliwi.

Fidek
piątek, 9 października 2020, 12:36

Niemcom zależy przede wszystkim na tym, żeby importować więcej gazu. Nie tylko na swoje potrzeby, gdyż te już mają zaspokojone i już teraz są jednym z największych eksporterów gazu w regionie. Zależy im na stworzeniu tzw. hubu gazowego – czyli największego centrum rozdzielania importowanego gazu do państw europejskich – podkreślił w rozmowie z portalem tvp.info ekspert Energetyka24.com Maciej Zaniewicz. Niemcom zależy przede wszystkim na tym, żeby importować więcej gazu. Nie tylko na swoje potrzeby, gdyż te już mają zaspokojone i już teraz są jednym z największych eksporterów gazu w regionie. Zależy im na stworzeniu tzw. hubu gazowego – czyli największego centrum rozdzielania importowanego gazu do państw europejskich. Jeżeli spojrzymy na strukturę tego eksportu, to widzimy, że duża część gazu z Niemiec, w większości rosyjskiego, trafia również na Ukrainę. Paradoksalnie Niemcy mogą czerpać korzyści z tego, że tranzyt rosyjskiego gazu na Ukrainę może zostać wstrzymany. Jeżeli spojrzymy na interesy gospodarcze, to Berlinowi niekoniecznie opłaca się utrzymanie tego tranzytu, ponieważ zyski zamiast płynąć do budżetu ukraińskiego czy też polskiego, będą płynęły do budżetu niemieckiego.

Niuniu
piątek, 9 października 2020, 05:13

Wypowiedź kolegi nazywającego się "doktor" udowadnia tylko to, że Niemcy są krajem okupowanym przez USA i reszta Europy również. I faktycznie są bezczelni próbując podejmować suwerenne decyzje o kluczowym znaczeniu dla ich gospodarki.

Davien
niedziela, 11 października 2020, 19:47

Niuniu, Niemcy istotnie były okupowane ale przez Rosje ale juz nie sa i tyle kłamco.

Alchemik
piątek, 9 października 2020, 16:22

Ten, jak go nazwałeś, "okupowany kraj" dzięki tej okupacji ma dziś największą gospodarkę w Europie, szkoda, że w tym czasie nas okupowała Twoja ukochana Rosja. Powojenny rozwój Niemiec, to w głównej mierze zasługa "okupanta" USA, a mimo to Niemców cały czas ciągnie w kierunku Rosji, często wbrew interesom sojuszników z NATO. To tylko udowadnia, że Niemcy mają krótką pamięć i w imię swoich interesów są gotowi sprzedać Rosji resztę Europy.

HeHe
sobota, 10 października 2020, 15:44

Po pierwsze nie ROSJA tylko ZWIĄZEK RADZIECKI, po drugie nie znasz znaczenia słowa "okupacja" skoro nazywasz nim obecność sowietów w Polsce, po trzecie Niemcy Zachodnie też od 1949 nie były okupowane przez Amerykanów, Brytoli i Franzoli co wcale nie świadczy o tym, że nie mają pełnego prawa do suwerennych decyzji odnośnie zakupów tego co chcą od tego od kogo chcą. To jest właśnie wolność handlu o którą rzekomo walczyła "największa demokracja świata" a właśnie okazało się, że faktycznie walczyła o wolność handlu ale TYLKO DLA SIEBIE :)

Alchemik
poniedziałek, 12 października 2020, 10:22

Rosja jest spadkobiercą Związku Radzieckiego, wiec pozwolę sobie się z Tobą nie zgodzić. Rozumiem bardzo dobrze znaczenie słowa okupacja i śmiem twierdzić, że Polska do 1989 była okupowana i tylko na papierze była wolna. Skoro, według Ciebie, po II wojnie nie byliśmy okupowani przez sowietów, to odpowiedz mi na pytanie, czy Polska miała wtedy prawo do „suwerennych decyzji odnośnie zakupów tego co chcą od tego od kogo chcą”? Generalnie, drodzy koledzy rusofile, to zadecydujcie się czy w takim razie Niemcy były po 1949 okupowane i czy może nadal są okupowane razem z resztą Europy, bo sami sobie w tej dyskusji przeczycie. Poza tym, wolność handlu to jedno, a zobowiązania wobec sojuszników to drugie i Niemcy, jako członek NATO, powinni zawsze brać pod uwagę to z kim handlują i kogo tym samym finansują, po to, aby nie sprawdziło się powiedzenie Lenina, że „kapitaliści sprzedadzą nam sznurek, na którym ich powiesimy”. Na razie Niemcy cały czas „ sprzedają sznurek” Rosji…

Davien
niedziela, 11 października 2020, 19:49

Byliscie Heheszku okupantami i w Polsce i w NRD i w wielu innych państwach UW niemówiac juz o Estonii, Litwie i Łotwie wiec zwyczajnie milcz. A Rosja uznała sie za pełnego spadkobiercę ZSRS wiec tak, to Rosja nas okupowała:)

HeHe
poniedziałek, 12 października 2020, 00:27

Rosja Davienku uznała się i została uznana za PRAWNEGO (nie żadnego "pełnego") spadkobiercę ZSRR a więc byliśmy w strefie wpływów ZSRR a NIE ROSJI. Przynajmniej os śmierci Dżugaszwilego "Stalina" obecność SOWIETÓW w Polsce z okupacją nie miała nic wspólnego a więc nie chrzań bzdur bo twoja batkiwszczyna była takimi samymi sowietami jak Rosja czy np. Gruzja.

Alchemik
poniedziałek, 12 października 2020, 13:30

Jakie to ostatnio modne: to nie Niemcy wywołali II wojnę, tylko naziści; to nie Rosja nas okupowała tylko ZSRR… tylko jakby przyjrzeć się dokładniej, to wychodzi, że ci naziści mówili po niemiecku i pochodzili z Niemiec, a sowieci mówili po rosyjsku i pochodzili z Rosji. I znów to twierdzenie, że to wszystko wina Stalina i jak umarł, to w Polsce było już super i cacy… Poza tym, czemu ciągle piszesz Stalin w cudzysłowie, to jakiś jego pseudonim artystyczny czy ksywka od kolegów ze szkoły?

HeHe
poniedziałek, 12 października 2020, 21:39

To pseudonim Josifa Wissarionowicza Dżugaszwili z czasów rewolucji i przed nią. Myślałem, że to oczywiste. Dżugaszwili "Stalin" podobnie jak jego prawa ręka od terroru Ławrentij Beria byli Gruzinami a właśnie "jak się przyjrzeć dokładniej to wychodzi", że naziści byli z Niemiec oraz Austrii i mówili po niemiecku bo był to po prostu ich język a sowieci czy jak kto woli bolszewicy pochodzili z Rosji, Ukrainy, Białorusi, Gruzji, Armenii, Azerbejdżanu, Kazachstanu, Tadżykistanu Kirgistanu, Uzbekistanu i wielu innych związkowych krajów ZSRR - np. co ciekawe przyboczna gwardia Włodzimierza Uljanowa "Lenina" czyli najwierniejsi z wiernych była z Łotwy. Tak więc tylko część sowietów czy bolszewików "mówiła po rosyjsku i pochodziła z Rosji". Zresztą np. Dżugaszwili "Stalin" pomimo tego, że uczył się tego języka w szkole mówił po rosyjsku marnie, formował bardzo proste zdania i miał ciężką wymową "inostranca". Oczywiście, że okres dokonywania regularnego ludobójstwa na przedstawicielach wielu narodów ZSRR oraz innych miał miejsce w czasie dyktatury „Stalina”, który wydawał rozkazy wykonywane przez Jeżowa a zaraz potem Berię (dotyczy to także 21 500 naszych oficerów w Katyniu, Ostaszkowie i Starobielsku) i nikt nie twierdzi, że po śmierci Dżugaszwilego w Polsce było "już super, cacy" - zmiany dotyczyły zwykłego życia Polaków czy wewnętrznej polityki PZPR a było ich wiele i były ogromne choć oczywiście żadną z nich nie było odzyskanie przez nas niepodległości bo nadal byliśmy krajem z suwerennością ograniczoną przez Moskwę w której tym razem rządził Ukrainiec i były I sekretarz KPZR Ukraińskiej SRR, Nikita Chruszczow. Ponownie zaznaczam jednak, że po śmierci Dżugaszwilego sowiecka obecność w Polsce straciła podobieństwo do okupacji.

poniedziałek, 19 października 2020, 14:55

Z jakiegoś powodu ZSRR znaczy związek socjalistyczych republik RADZIECKICH, a nie ukraińskich, białoruskich czy gruzińskich. I nie kwestionował tego ani Stalin, ani Beria, ani Lenin, ani Chruszczow. Ani nikt inny. Poza Tobą :)

mc.
niedziela, 11 października 2020, 15:17

Stacjonujący ogromny kontyngent wojskowy. Władze Polski mianowane (zatwierdzane) przez Moskwę. Służby specjalne pod pełną kontrolą Moskwy. Plany gospodarcze Polski ustalane w Moskwie. Wymiana gospodarcza wśród najbliższych krajów według sztucznego kursu rubla "transferowego". Handel z ZSRR według ich "widzimisię", itd., itd. Tak dla przypomnienia - samochód "Warszawa" był produkowany w Polsce bo Moskwa nie zgodziła się na włoską licencję. Dar Stalina - czyli licencja na Warszawę była 8 razy droższa niż w przypadku Włochów.

HeHe
poniedziałek, 12 października 2020, 00:34

Polska była krajem O OGRANICZONEJ SUWERENNOŚCI ale przynajmniej od śmierci Dżugaszwilego "Stalina" nie można już nawet mówić o jakiejkolwiek formie okupacji. W Niemczech zachodnich okupacja trzech mocarstw zakończona została w 1949 roku pomimo tego, że nadal były one obecne wojskowo w tym kraju i kontrolowały (dosłownie) jego siły zbrojne.

mc.
poniedziałek, 12 października 2020, 15:44

Każdy więzień ma ograniczoną suwerenność.

Alchemik
poniedziałek, 12 października 2020, 13:16

Można, a jak widać z Twoich komentarzy, nawet trzeba mówić o okupacji Polski przez sowietów. "Ograniczona suwerenność", fajne określenie, brzmi prawie pozytywnie, można iść od razu o krok dalej i napisać, że dzięki sowietom byliśmy wtedy "prawie" wolni, tylko ten zły Stalin wszystko psuł, ale szczęśliwie wziął i umarł... szkoda tylko, że w tym przypadku "prawie" robi bardzo wielką różnicę.

Tweets Energetyka24